SPIN

„Od początku do końca byłem Bartkiem”

redakcja poniedziałek, 10 maja 2010, 14:45 Siedlce, Wydarzenia

Z Bartkiem Woszczyńskim, uczestnikiem programu „You Can Dance” oraz tancerzem grupy „LUZ” oraz Joanną Woszczyńską, choreografką grupy „LUZ” i mamą Bartka rozmawiała Beata Głozak.

Bartek Woszczyński: "Trenowałem więcej niż mogłem przypuszczać, że można" Fot.AB

Bartek Woszczyński: "Trenowałem więcej niż mogłem przypuszczać, że można" Fot.AB

Czujesz się spełniony, czy jest może niedosyt?
BW: Niedosyt jest i zawsze będzie. Wiadomo, że człowiek zawsze chciałby dojść jak najdalej. Ale jestem z siebie zadowolony. Doszedłem naprawdę daleko i mam się z czego cieszyć.

Czy dzisiaj już po programie są myśli, że można było zrobić coś inaczej?
BW: Myślę, że nie. Myślę, że dawałem z siebie wszystko co mogłem. Trenowałem więcej niż mogłem przypuszczać, że można. I chyba dzięki temu nie mam do siebie żadnych pretensji,  że można było zrobić coś więcej.
JW: Ja oceniam występy Bartka naprawdę dobrze. Myślę, że dał z siebie wszystko. Pokazał się ze swojej najlepszej strony i chyba można powiedzieć, że nie było się do czego przyczepić.

Czyli teraz wracasz do mamy?
BW: Tak znowu pod skrzydła mamy i przede wszystkim czeka mnie nadrabianie zaległości w szkole. To drugie to nic miłego, no ale niestety trzeba.

Co czuliście i czujecie czytając opinie na forach?
BW: Było i jest mi bardzo miło, że było tyle ciepłych i pozytywnych komentarzy. Wiadomo, że nigdy nie jest aż tak słodko, żeby nie było złośliwych czy negatywnych wpisów, ale cieszy mnie, że tych na plus było znacznie więcej. To bardzo fajne uczucie, bo to znaczy, że ludzie docenili to co robię.
JW: Dostaliśmy także dużo telefonów i smsów. Nawet ludzie postronni jak widzieli, że jesteśmy rodzicami Bartka podchodzili i mówili, szkoda, że odpadł, że są zawiedzeni. To miłe, bardzo miłe. No, ale cóż, to nie są zawody sportowe, jest to raczej subiektywna ocena telewidzów.

Czy Twój medialny wizerunek bardzo różni się od takiego na co dzień?
BW: Myślę, że nie. Starałem się być sobą, nikogo nie udawałem i pod nikogo się nie podszywałem. Od początku do końca byłem Bartkiem.

Mama się zgadza?
JW: Tak. Bartek był sobą, co i on i ja podkreślam. Ja widziałam w programie tego chłopaka, którego mam w domu.

A jako choreografka?
JW: To tutaj różnica była. Było widać, że potrafi współpracować z kamerą i ze sceną. Widać było większe zaangażowanie Bartka. Mówiąc brzydko wiedział jak sprzedać się widzom. Oczywiście tu chodzi o taniec.

Jak czujesz się w roli rozchwytywanego przez fotoreporterów i media?
BW: Na początku było ciężko przyzwyczaić się do ciągłego zadawania pytań czy do robienia zdjęć. Najgorszy był jednak make up, bo ciągle ktoś nam go poprawiał. A gdzie ja i make up. Potem jednak człowiek się już przyzwyczaja i przychodziło mi to bez większego problemu.
JW: Ja na początku obawiałam się czy media Bartka nie zjedzą. Uczucie to towarzyszyło mi przez cały czas. Martwiłam się czy da sobie radę fizycznie, ale też psychicznie. Ale teraz myślę, że potrafił z tego wyjść zwycięsko.

Joanna Woszczyńska: "Widziałam w programie tego chłopaka, którego mam w domu." Fot.AB

Joanna Woszczyńska: "Widziałam w programie tego chłopaka, którego mam w domu." Fot.AB

Będziesz jeździł kibicować tym co w programie pozostali?
BW: Oczywiście. Postaram się być na każdym występie i będę trzymał kciuki za każdego.

A był ktoś z kim najtrudniej było Ci się rozstać?
BW: Byliśmy razem ponad miesiąc. I mimo, iż ktoś może powiedzieć, że to tylko miesiąc to my ciągle byliśmy razem. Wspólne treningi, śniadania, obiady, kolacja, wyjście do kina. To wszystko było wspólne i gdzieś przykryło rywalizację. Nie było między nami wielkich kłótni czy zawiści. I myślę, że ciężko wymienić jedną osobę, bo każdego w jakiś sposób będzie mi brakowało i brakuje. I nie chodzi już tylko o samych uczestników, ale także o ludzi, którzy pracują by ten program powstał.

Wcześniej powiedziałeś nam, że najbardziej zależy Ci na opinii Michała Piróga. Czy nadal tak uważasz?
BW: Nie zmieniło mi się jakoś radykalnie. Wiadomo, że każdy z jurorów ocenia coś innego. Michał ocenia technikę, Ania osobowość, a Agustin stara się to wszystko spiąć w całość. Myślę jednak, że jako tancerz współczesny nadal najbardziej liczę się właśnie ze zdaniem Michała.

A wiesz, że dostałeś ksywkę Mały Książę?
BW: Oj nie, nie wiedziałem. A dlaczego taka?

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.