SPIN

Czy na sali jest lekarz?

Beata Głozak wtorek, 25 maja 2010, 08:17 Komentarze
Miasto nam choruje. Na razie udokumentowałem pięć zachorowań. Co ciekawe, centrum epidemii musi się znajdować gdzieś w okolicach pierwszej ofiary, bo epidemia szaleje w promieniu kilkuset metrów od niej. Ale to daje szansę na walkę.

Miasto nam choruje. Na razie udokumentowałem pięć zachorowań. Co ciekawe, centrum epidemii musi się znajdować gdzieś w okolicach pierwszej ofiary, bo epidemia szaleje w promieniu kilkuset metrów od niej. Ale to daje szansę na walkę.

Co w Siedlcach Szumi (odc. 4)

Ludzie! Coś z tym trzeba zrobić! Przecież tak być nie może! Musimy przedsięwziąć środki bezpieczeństwa! Zerwać się, szablę schwycić, na koń siąść! Albo coś w tym stylu. Przecież to już wyszło poza kiosk…

Jak to: jaki kiosk? Wy znowu nic nie wiecie? No tak, dlaczego mnie to nie dziwi? Żyją w tym mieście, a jakby nie żyli. Po Piłsudskiego chodzicie? Chodzicie. I oczywiście nic nie widzieliście. Jeszcze pytacie, gdzie? No przecież mówię: kiosk i Piłsudskiego! Ten obok placu Sikorskiego. Trzymajcie mnie. Jak to: co z kioskiem? Zagrożony! Czym? Wy mnie pytacie, czym?! Matko, zaraz wyjdę z siebie!
Dobrze, wezmę głęboki oddech, uspokoję się i wyjaśnię wszystko od początku. Jest kiosk, tak? To już wiecie. Przy ulicy Piłsudskiego. Też wiecie. Ale kiosk nie funkcjonuje. Jeśli tego nie wiedzieliście, już wiecie. A widzieliście karteczkę: „Kiosk nieczynny z powodu choroby. Przepraszamy”? No więc teraz widzicie, przynajmniej oczyma duszy.
Co z tego? Wy mnie pytacie, co z tego?! Spokojnie. Tak, pamiętam, oddech. Głęboki. OK, jestem spokojny. Ale przecież tu trzeba interweniować! Szabla, koń, zrywanie! Koło pompować, gonić! Spokojny. Jestem spo-koj-ny. Oddycham. Mówicie, że ja niejasno tłumaczę? Ale ja przecież… Dobrze, spokojnie. No to jeszcze raz.
„Kiosk nieczynny z powodu choroby”. Was to nie niepokoi? A powinno! Jak to: dlacze…? Dobrze, to ja wyjaśnię. Łopatologicznie. Kiosk jest chory. Teraz rozumiecie? I jeszcze za to przepraszają. Kto? Ja się mogę tylko domyślać. Ale jeśli chcecie wiedzieć, do czego doszedłem, stawiałbym na inne kioski. Szczerze powiedziawszy, ja się im nie dziwię. No tym kioskom, przecież mówię. To nic miłego: mieć w rodzinie chorego kioska. Chory kiosk znaczy.
Zwłaszcza w kontekście tego, że to nie jest jednostkowy przypadek. Nie, dowodów na chorobę wśród pozostałych kiosków nie mam. Na razie żaden z nich nie zachorował tak bardzo, żeby tamte musiały za niego przepraszać, jak za tego przy placu. Ale to nie o to chodzi. Nie domyślacie się, o co?! To ja wam powiem: miasto nam choruje.
Na razie udokumentowałem pięć zachorowań. To znaczy cztery poza kioskiem. Co ciekawe, centrum epidemii musi się znajdować gdzieś w jego okolicach, bo dominują zachorowania w promieniu kilkuset metrów od pierwszej ofiary. Ale to daje szansę na walkę. Dlatego powtarzam: na koń siadać…
OK, wracam do sedna. Zachorowania. Pięć zachorowań. Pierwszy jest kiosk, tyle że istnieje pewien problem z diagnozą. No bo: wiadomo, że choruje (dowód rzeczowy – kartka z informacją), ale nie wiadomo, na co. Ale może wiadomo, tylko nie mnie. Bo na przykład te kioski, co to im jest przykro, mogą wiedzieć. I nie mówią. To może być wstydliwe, ale ja nie chcę nikogo oceniać.
Z kolejnymi przypadkami jest łatwiej. Choćby takie Centrum Kultury i Sztuki. Przecież gołym okiem widać, że cierpi na dyskomfort trawienny. Nie widać? Dziwni jesteście. Że gdzie ten dyskomfort? No przecież w tym, że od jakiegoś czasu trudno mu strawić pewne decyzje prezydenta.
Idę dalej. Urząd Miasta. Tu się waham między siódmymi potami a pęknięciem jakiegoś ważnego pęcherzyka. Ale przecieki są. Sam widziałem – na ścianach w Biurze Rady Miasta chociażby.
Z kolei ulica Pułaskiego to ponad wszelką wątpliwość problemy dermatologiczne. Zróżnicowane, bo w niektórych fragmentach dotyczące jedynie naskórka, a w innych już tak głębokie, że prawie do żył. Ale ja wam mówię: skóra jak nic.
No i ostatnie zachorowanie – Orlik przy Starowiejskiej, znaczy koło „Siódemki”. Ewidentnie amnezja. Albo przynajmniej kłopoty z pamięcią. Zapomniał, że go wykończyli ładnych kilka miesięcy temu, i ciągle czeka na oficjalne otwarcie. Biedny, swoją drogą.
Skąd biorą się te zachorowania? Tu potrzeba by było fachowych badań, ja się mogę tylko domyślać. Ale stawiałbym na żyłę wodną. Albo twardą wodę. Ale może być też brak mikroelementów. Tak czy siak, trzeba przeciwdziałać! Najlepiej z koniem i szablą. Albo jakoś tak. Czy na sali jest lekarz?

Bartek Szumowski

Powiadom o wpisie

Komentarze (1)

  1. Nick: wymagany dodano 8 lat temu

    Łomatkobosko!!!
    A jeśli cytować to poprawnie, nie "koło pompować"
    tylko "kiszkę pompować" 🙂

Dodaj komentarz

Czy wyrażasz zgodę na udostępnienie swoich danych zgodnie z Polityką prywatności oraz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy?