SPIN

To były ciężkie Dni

Beata Głozak sobota, 29 maja 2010, 22:07 Komentarze
Nie odwiedziłem piątkowego koncertu na placu Sikorskiego. Potem się dowiedziałem, że tytuł „Najpiękniejsze Siedleckie” to zmyłka, bo wystąpiła Maryla Rodowicz. Nie wiem tylko, czy podczas koncertu robiono wyjątki jedynie w aspekcie „siedleckie”, czy także „najpiękniejsze”.

Nie odwiedziłem piątkowego koncertu na placu Sikorskiego. Potem się dowiedziałem, że tytuł „Najpiękniejsze Siedleckie” to zmyłka, bo wystąpiła Maryla Rodowicz. Nie wiem tylko, czy podczas koncertu robiono wyjątki jedynie w aspekcie „siedleckie”, czy także „najpiękniejsze”.

Co w Siedlcach szumi (odc. 5)

Pod koniec tygodnia szumiały u nas Dni Siedlec. Jednak nie dla mnie. I to mimo faktu, że w Urzędzie Miasta otrzymałem tak zwaną akredytację dziennikarską na malowniczej sznurówce. Dlaczego? Bo nie odnalazłem w programie tegorocznych obchodów nic, co zachęciłoby mnie do uczestnictwa.

 

Zaczęło się już kilka tygodni temu, podczas konferencji prasowej poświęconej Dniom Siedlec właśnie. Obecni na niej dziennikarze wysłuchali szczegółowych zapowiedzi w wykonaniu urzędników magistratu i dyrektorów ośrodków kultury. Piszę: „wysłuchali”, gdyż ja nie byłem w stanie się na nich skupić. To znaczy na zapowiedziach, chociaż na dyrektorach trochę też. Wszystko przez lizaki. Nie, nie żartuję. Urząd Miasta sprezentował tego dnia miejscowym żurnalistom mnóstwo okolicznościowych gadżetów. Wśród nich znalazły się lizaki, czyli – żeby uprzedzić niesmaczne wątpliwości – przeznaczone do lizania wyroby cukiernicze na plastikowych patyczkach. Gdy dyrektorzy mówili o tym, kto i co wykona podczas Dni Siedlec, ja nieopatrznie spojrzałem na opakowanie jednego z nich. To znaczy lizaków, nie dyrektorów, bo tym ostatnim przyglądałem się wcześniej. No i czar prysł.
Pod logo 20-lecia samorządu przeczytałem bowiem: „Termin przydatności do spożycia: 09 2009”. Prawie w tym samym momencie kilka metrów ode mnie identycznego lizaka wyjął z opakowania prezydent naszego pięknego miasta (Hej, ty, przy laptopie! Nie śmiej się!). A ja zamarłem, bo po chwili zaczął go lizać. Troska o los włodarza Siedlec i jakaś nagła niemożność zareagowania paraliżowały mnie aż do końca konferencji. Siedziałem więc nieruchomo, wpatrując się w prezydenta oraz lizak. Ocknąłem się dopiero gdy grzecznie wypraszano prasę z sali. Wychodząc, kurczowo złapałem się myśli, że skoro 20 minut po spożyciu lizaka, którego nie powinno się wkładać do ust od 8 miesięcy, szef Urzędu Miasta nie okazuje oznak choroby, jest dla niego nadzieja.
Łatwo więc zrozumieć, że objaśnianie tajników programu Dni Siedlec było ostatnią rzeczą, jaka zaprzątała moją uwagę na konferencji. Co zaplanowano na te obchody, dowiedziałem się dopiero z plakatów. To znaczy – dowiedziałem się, ale się nie dowiedziałem.
Już służę przykładami. Jak informowały plakaty, na czwartek zaplanowano uroczystą sesję z udziałem przedstawicieli samorządu, byłych radnych, biznesmenów, urzędników państwowych i władz miast partnerskich. Fotografią nigdy się zbytnio nie interesowałem, a tym bardziej sesjami fotograficznymi. Dlatego nie poszedłem. Potem okazało się, że sesja, owszem, była, ale Rady Miasta.
Piątkowego koncertu na placu Sikorskiego nie odwiedziłem natomiast na znak protestu. Dlaczego? Jak to? Zatytułować imprezę „Najpiękniejsze Siedleckie” i nie zaprosić mnie oraz mojego lustra? Zniewaga. Potem się dowiedziałem, że ten tytuł to zmyłka, bo wystąpiła Maryla Rodowicz. Nie wiem tylko, czy podczas koncertu robiono wyjątki jedynie w aspekcie „siedleckie”, czy także „najpiękniejsze”.
W sobotę zaś kierował mną strach. Wszystko przez to, że, jak napisano, koncert na Błoniach miał otworzyć „X-Trans”. Ta nazwa przeraziła mnie, bo odczytałem ją jako trans występujący po użyciu promieni X, znaczy się rentgenowskich. Potem w programie było „Bene”, a mnie podejrzane wydało się, że bez „Noty”. Podobnie jak niejaka Kate Ryan. Choć prawie na pewno rodzina szeregowca noszącego to nazwisko, nie zaprosiła go na scenę. Zamiast tego, po jej występie przewidziano pokaz sztucznych ogni. Krótko mówiąc, za duże stężenie zbiegów okoliczności, więc na Błonia nie poszedłem.
Teraz już nie wiem, czy żałować nieobecności na imprezach, które odbywały się podczas Dni Siedlec. Co gorsza, w materiałach promujących obchody jest jeszcze mowa o wydarzeniach dodatkowych. 5 czerwca będzie to I Bieg Siedleckiego Jacka. Ponoć chcą biedaka przegonić na dystansie 10 kilometrów. Jeśli to on ma być dawcą w trakcie festynu „Krew dla Miasta i Powiatu Siedlce”, szczerze mu współczuję. Ale sam na te imprezy boję się pójść. Bezpieczniej chyba będzie skorzystać z lizaka, który został mi po konferencji.

Bartek Szumowski

Powiadom o wpisie

6 komentarzy

  1. maga dodano 8 lat temu

    Wszędzie kłamstwa! Nawet w terminie przydatności lizaków do spożycia! Fuj!
    Pozdrawiam,
    m.

  2. Siedlczanin dodano 8 lat temu

    Żal czytać takiego piepr**nia głupot. SPINie drogi, wróćcie do starej formuły, kiedy pisały osoby różnej opcji, różnego zawodu, to było ciekawe. Mam dość pseudoliterackiego, błazeńskiego wręcz pisania p. Szumowskiego. Jak nie ma kto pisać – mogę napisać coś ciekawego.

  3. do Siedlczanina dodano 8 lat temu

    Jesli Ci sie nie podoba, to po co czytasz? Nie rozumiem. A jak chcesz pisac, to moze najpierw sprawdz, co oznacza termin felieton.

  4. Bartek Szumowski dodano 8 lat temu

    Panie Siedlczaninie, łączę się z Panem w żalu. Zwłaszcza że żal ów dotyczy czynności czytania, do której zawsze żywiłem gorące i szczere uczucia. Brak mi także słów na docenienie Pańskiego poświęcenia. Głupoty, pseudoliterackie, błazeńskie i co gorsza – nieciekawe, a Pan czyta. Na dodatek najprawdopodobniej do końca, bo nazwisko nieprzekręcone. Mało tego – jest Pan gotowy oszczędzić mi dalszych cierpień i pisać za mnie. Drżę tylko z niepewności, czy pozostanie Pan wówczas anonimowy jak obecnie.
    Szczerze oddany
    autor cyklu „Co w Siedlcach szumi”

  5. Siedlczanin dodano 8 lat temu

    Pisanie o jakiś lizakach czy o jakiś gadkach w autobusie wydaje mi się czymś banalnym, pisanie dla samego pisania – jeśli więc tak upatruje Pan dziennikarstwo, felietonistykę etc. to pozostaje mi więc gorąco, ale konstruktywnie współczuć. SPINkę stać na więcej, co udowodniła w pierwszych miesiącach swojej działalności – powiem szczerze, że o wiele ciekawsze były opinie chociażby pani radnej, rzecznika, dziennikarski, lekarza. I gratuluję wyuczonej ironizacji języka – na klawiaturze język cięty, a w rzeczywistości? A czytam, bo lubię, czytam, bo po to Pan Szumowski to pisze 😉

    Z gorącymi pozdrowieniami z Sopotu
    Siedlczanin

  6. tommy b. dodano 8 lat temu

    Panie Szumowski!
    Pana błazenada na tych stronach powoduje, że krew się burzy w człowkieku!!!

    To naprawdę rzadkie uczucie przy czytaniu siedleckich felietonistów, którzy mają gęby pełne morałów, ale miast o czytelnika dbają przede wszystkim o to aby do włodarzy mówić Olo, Buniu, Zosiu czy Bysiu, być zapraszanym na bankiety do Warszawki i Brukselki i od czasu do czasu pojeździć nową gablotką miejscowego dilera.

    A nam, czytającym, nie o to chodzi.

    Pisz Pan dalej pamiętając że "z prądem byle g*** płynie, a pod prąd ino ślachetna ryba".

    Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Czy wyrażasz zgodę na udostępnienie swoich danych zgodnie z Polityką prywatności oraz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy?