SPIN

Janiak: Połowa Ironmana

Beata Głozak czwartek, 3 czerwca 2010, 21:20 Siedlce, Sport, Wydarzenia
Paweł Janiak, siedlecki triathlonista. Fot. AB

Paweł Janiak, siedlecki triathlonista. Fot. AB

12 czerwca w Suszu odbędą się Otwarte Mistrzostwa Polski na dystansie długim w triatlonie. Z Siedlec wystartuje Paweł Janiak. O przygotowaniach i treningach w naszym mieście opowiadał Beacie Głozak.

Na czym polega triathlon?
Paweł Janiak: Na połączeniu trzech dyscyplin: pływania, jazdy rowerem oraz biegu i na jak najszybszym przestawianiu się z jednej na drugą.

Masz trenera?
P: Mam od biegów na orientację. Jest nim Bogdan Bala z siedleckiej Pogoni, który w takich biegach startuje. Poza tym brałem parę lekcji pływania. Bo ja tak naprawdę pływać potrafię od 5 lat, a od 2 trenuję technikę.

Jak długie odcinki do pokonania będą w Suszu?
P: Pływanie to 1,9 kilometrów, 90 kilometrów rowerem i 21 kilometrów maraton. To jest połowa prawdziwego triathlonu Ironman.

Od dawna się przygotowujesz?
P: Od dwóch lat, ale przygotowywałem się do tego całego a nie do połowy. Teraz jednak nie mogę wystartować w tym pierwszym, bo mam rodzinę i nie mogę już tak dużo i intensywnie  trenować co kiedyś.

A ile czasu pochłania Ci trening?
P: No dużo, ale nie tak dużo jak bym chciał. Od stycznia przepłynąłem już spokojnie 100 kilometrów, 1,5 tysiąca kilometrów przejechałem rowerem i 500 przebiegłem.

To strasznie dużo.
P: To mało.

Trening na siedleckim zalewie. Fot. AB

Trening na siedleckim zalewie. Fot. AB

500 kilometrów biegu to mało?
P: No, jak nie byłem ojcem to do czerwca robiłem 2,5 tysiąca kilometrów.

No faktycznie, różnica jest. Gdzie trenujesz?
P: Pływanie w naszym zalewie, zacząłem od kwietnia. A biegam w Lesie Sekulskim. Tam się dodatkowo odprężam.

Jak oceniasz swoje szanse w zawodach?
P: Tak realnie to myślę, że czasowo zajmie mi to 5,5 godziny. Oczywiście jakby było poniżej pięciu to byłby raj. No chyba, że padnę całkowicie. Jest jeden zawodnik, który potrafi ukończyć zawody z wynikiem 4 godzin, ale to jest nierealne.

Boisz się kryzysów?
P: Nie, bo jestem do nich przyzwyczajony. One zawsze przychodzą i trzeba je pokonać. Wiem, że będzie lekkie zamroczenie, bo nie jest łatwo wyjść w wody i w jak najszybszym tempie przebrać się a potem wskoczyć na rower. W pierwszych minutach człowiek czuje jakby miał nie swoje nogi. Ale wiem, że dam radę.

Czego możemy Ci życzyć?
P: Startuje 350 zawodników z Polski i z zagranicy. Więc może tego, bym nie był tym 350. A tak na poważnie to żebym zaskoczył samego siebie.

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Czy wyrażasz zgodę na udostępnienie swoich danych zgodnie z Polityką prywatności oraz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy?