SPIN

Gdzieś nie dezynfekują narzędzi? No to co?

Beata Głozak środa, 21 lipca 2010, 16:41 Siedlce, Wydarzenia

Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Siedlcach.

Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Siedlcach.

Jak możemy bronić się przed zakładami kosmetycznymi, fryzjerskimi, które nie dezynfekują narzędzi czy, co gorsza, jest podejrzenie, że zakażają nas bakteriami? Okazuje się, że nijak. Sam Inspektor Sanitarny nie widzi różnicy między mandatem w wysokości 50 a 500 złotych.

W raporcie o stanie sanitarnym Miasta Siedlce z 2009 roku przygotowanym przez siedlecki Sanepid pojawiła się informacja, że na terenie miasta w jednym z zakładów kosmetycznych nie dezynfekowano narzędzi do wykonywania usług manikiur i pedikiur.

MOGĄ BYĆ WIĘKSZE

O drugim zakładzie do Powiatowej Stacji zgłoszono, że po wykonaniu tam pedikiuru doszło do zakażenia paciorkowcami. Gdzie doszło do takich zaniedbań? Nie wiadomo. Pracowników Stacji obowiązuje bowiem ochrona danych. Jakie konsekwencje poniosły właścicielki tych lokali? Zostały na nie nałożone mandaty karne w wysokości odpowiednio 100 i 200 złotych. Mało? Sanepid tłumaczy, że ma pod tym względem związane ręce, bo ustawodawca przewidział kary od 50 do zaledwie 500 złotych.

Jolanta Kowalska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Siedlcach i jednocześnie Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny jest zdania, że generalnie kwoty mandatów są za niskie. Z drugiej jednak strony nie uważa, że takimi były te nałożone przez jej pracowników… Sanepid nie ma cennika „wykroczeń”, wg którego mandaty są nakładane. Zatem te konkretne dwa mogły być wyższe. Jak określana jest wysokość mandatów?

MANDATY WEDLE SUMIENIA

– To kwestia oceny naszego pracownika, który idzie na kontrolę i jego sumienia. Wysokość mandatu zależy także od tego co mówi pracownik i właściciel zakładu – wyjaśnia Kowalska. – To jest na pewno subiektywne – dodaje. – Według mnie nie ma tak naprawdę różnicy między 50, 100 czy 500 złotymi kary, bo wszystkie są małe. Proszę mi wierzyć, czasami ktoś jak zapłaci 50 złotych za ogromne przestępstwo może to być dla niego większym szokiem niż jakby zapłacił 500. Tu chodzi o psychikę człowieka. Mandat w wysokości 50 złotych jest dla człowieka ogromnym upokorzeniem. On to zapamięta do końca życia – słyszę.

Inspektor potwierdza, że zakłady kosmetyczne świadczące usługi manikiur i pedikiur to jedne z tych, w których może dojść do tzw. naruszenia ciągłości tkanek. Co to znaczy? Że skóra w wyniku zabiegu może zostać uszkodzona, możemy mieć dajmy na to rankę.

– Jeśli w zakładach używane są narzędzia ostre, które mogą do tego doprowadzić, to muszą podlegać pewnemu reżimowi i pewnym rygorom, to jest mycie i dezynfekcja, bo często są to narzędzia wielokrotnego użytku – tłumaczy Kowalska.

– Brak obowiązkowych środków ostrożności może doprowadzić w najgorszym wypadku do zakażenia chociażby wirusem zapalenia wątroby typu C – dodaje Hanna Śnieżek z Sekcji Higieny Komunalnej, która była obecna podczas inspekcji w jednym z ww. zakładów.

JAK BYŁO Z TYM BRUDEM?

Prawda jednak jest taka, że w jednym z zakładów takich środków nie było a mandat wypisano na jedyne 100 złotych. To mniej więcej tyle ile wynosi manicure i pedikiur dla jednej osoby.

Pozostaje jeszcze sprawa zakładu kosmetycznego, w którym było podejrzenie zakażeniem paciorkowcami.

– Do feralnego salonu kosmetycznego przyszła pani skorzystać z usługi pedikiur. Doszło do zakażenia paciorkowcami i akurat był to palec u nogi. Po wyjściu ze szpitalu przyszła do nas ze swoimi wątpliwościami. My po kilku dniach we wspomnianym zakładzie zjawiliśmy się – opowiada Śnieżek.

Dowodów niezbitych nie było. Jak mówi Kowalska, pracownicy „po wejściu do zakładu nie zauważyli tam paciorkowców”.

– Wchodząc tam mieliśmy jedynie wiedzę, że tam było zakażenie paciorkowcowe i ocenialiśmy jak wyglądają procedury stosowane w tym zakładzie. Doszliśmy do wniosku, że hipotetycznie do zakażenia dojść mogło. Stąd mandat i takie nasze działania a nie inne – tłumaczy z kolei dyrektor PSSE. – Nie było podstaw, aby zakład zamknąć. Oszacowaliśmy zaś stopień ryzyka i doszliśmy do wniosku, że były stosowane procedury na tyle bezpieczne, że nie było możliwości… Dochodzenie musieliśmy przeprowadzić, bo dostaliśmy zgłoszenie, ale nie przyłapaliśmy zakładu na wyjątkowym brudzie – dodaje.

[„brudne narzędzia po wykonanej usłudze pozostawione na stanowisku pracy, przepełnione śmietniczki z odpadami, brudne separatory używane wielokrotnie, ręczniki frote przy umywalkach do mycia rąk, brak opracowanych procedur postępowania przy wykonywaniu czynności w trakcie których dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek.” – czytamy frag. raportu].

Zdaniem Inspektora nie było wyjątkowego brudu, właścicielce wydano jednak decyzję z rygorem natychmiastowej wykonalności. Ma on miejsce w momencie kiedy występuje potencjalne zagrożenie zdrowia lub życia.

BRAK KLIENTKI – BRAK DOWODU

– Właścicielka i osoba wykonująca… pracownik tego zakładu zobowiązali się, że w ciągu szybkiego czasu spełnią wymagane procedury – tłumaczy Hanna Śnieżek.

Po kilkunastu minutach rozmowy dowiaduję się jednak, że pracownicy wykonującej usługę pedikiur podczas pierwszej wizyty pracowników Sanepidu w ogóle nie było, a co za tym idzie nie było również jej ewentualnych klientów. Nie było dowodów wprost (klientki, pracownicy) więc nałożono stosunkowo niewielki mandat. W przekonaniu Inspektora  adekwatny do przewinienia, ponieważ w tym zakładzie takie zdarzyło się po raz pierwszy.

Rewizyta została dokonana szybko, bo trzy dni później. Hanna Śnieżek, która kontrolę nadzorowała przyznaje, że ta mogła nastąpić wcześniej. Tak się nie stało. Dlaczego?

– W tym przypadku części uchybień nie można było naprawić tak szybko – twierdzi i dodaje, że mandat ma utrwalać właścicielom lokali, że spełnienie wymogów sanitarno – higienicznych to podstawa.

PIĘTNOWAĆ NIE CHCEMY

W swojej karierze zawodowej Jolanta Kowalska zakład pedikiur zamknęła raz za… właśnie brak dezynfekcji.

– Stwierdziłam w nim obecność klientki i ułożone narzędzia na ręczniczku. Okazało się, że nie były one dezynfekowane a kosmetyczka tego dnia właśnie nimi wykonała usługę kilku osobom.

Można oczywiście pobawić się w pewne śledztwo, czyli: wchodzę do zakładu, udaję klienta, czekam i obserwuję.

– Prawo nam tego nie zabrania – przyznaje Śnieżek. – Ale nasze działania nie mają na celu złapać na gorącym uczynku – wyjaśnia.

Jak klient może bronić się przed taki niepewnym zakładem? Niestety nijak. Skąd ma wiedzieć gdzie może ewentualnie zostać zakażony paciorkowcami? Niestety znikąd. Sanepid zasłania się wewnętrzną procedurą tajności i twierdzi, że takich informacji ujawnić nie może. Wyjątek stanowi decyzja sądu nakazująca dla bezpieczeństwa odtajnienie danych, ale to już kolejna forma kary.

Jolanta Kowalska i Hanna Śnieżek twierdzą, że wg. nich ujawnienie informacji o zakładach z takimi nieprawidłowościami jest już „piętnowaniem” właściciela, a działanie to może doprowadzić nawet do upadku zakładu.

– Nie może być, że zakład, w którym nawet wielokrotnie dochodziło do nieprawidłowości dostaje nalepkę na drzwiach „nie wchodzić”, bo może okazać się, że przy kolejnej wizycie uchybień nie będzie – mówi Śnieżek.

Co możemy zrobić jako klienci?

Jedyne co możemy zrobić to przyglądać się temu jak pracuje np. pani pedikiurzystka. Możemy poprosić właściciela zakładu, aby pokazał nam księgę skarg i zażaleń, którą prowadzić musi. Możemy też poprosić o ostatnie wyniki kontroli Sanepidu. Nie ma obowiązku ich udostępniać, ale jeśli zdecydowanie się od tego wykręca może wzbudzić to naszą podejrzliwość. Oczywiście jest ryzyko, że zrezygnujemy z usług świetnego, czystego zakładu. Jest też możliwość, że unikniemy choroby.

W tym roku w czerwcu we wspomnianym zakładzie przeprowadzono wizytę, która nie ujawniła nieprawidłowości z poprzedniego roku.

bg

Powiadom o wpisie

Komentarze (1)

  1. Kuba dodano 7 lat temu

    Ja pier…….lę.
    Po pierwsze Ci z sanepidu sami się ośmieszyli swoimi wypowiedziami. Bo jakim trzeba być "ułomnym" by powiedzieć, że nie ma różnicy między 50 a 500 zł. No chyba, że ktoś zarabia po 70 tyś. to faktycznie nie ma. No i jeśli by to upublicznili to obawiają się nagonki na te zakłady. Kur…..wa ale tego, że pozarażają ludzi już się nie boją. Chyba czas aby w sanepidzie zaczęli pracować normalni ludzie.
    Po drugie to czytając jak pracuje sanepid zabronię chyba żonie chodzenia do kosmetyczki. Bo jak tak sprawdzana i egzekwowana jest tam czystość to jeszcze chcąc się odstresować na zabiegach zostanie czymś zakażona/zarażona. Ale co tam 50 zł. kary i po kłopocie. No w sumie to mało jak to pani mówi, ale sumienie nie pozwala jej dojeb……ć prawdziwą karą. Żal i wstyd.

    Chyba czas zająć się sanepidami, bo to nawet tragiczne już nie jest.

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.