SPIN

Inne, ale Siedlce

Beata Głozak piątek, 17 września 2010, 09:28 Komentarze
Moja rozmówczyni przybliżyła się do mnie. - Boję się, że wygrają... no ci, wie pan. - Jej głos znów zniżył się do szeptu, a brwi zatrzepotały. - A jak wygrają, proszę pana, to już naprawdę obudzimy się w innych Siedlcach.

Moja rozmówczyni przybliżyła się do mnie. - Boję się, że wygrają... no ci, wie pan. - Jej głos znów zniżył się do szeptu, a brwi zatrzepotały. - A jak wygrają, proszę pana, to już naprawdę obudzimy się w innych Siedlcach.

Co w Siedlcach szumi (odc. 19)
Dziś rano poszedłem wyrzucić śmieci. To wtedy pojawiła się sąsiadka. – Już wiadomo, kiedy będą wybory – szepnęła, wykonując brwiami taki ruch, jakby chciała strącić z nich nietoperza.

– Matko, znowu? – jęknąłem najpierw. Potem oddałem się refleksji, która dość szybko przeszła w zdziwienie. Gdzie tu sensacja? Ja tam od dawna wiem, kiedy będą. W niedzielę – pomyślałem, ale nie odważyłem się podzielić tą myślą z sąsiadką. Naszło mnie bowiem podejrzenie, że może rząd wcześniej rozważał na przykład środę, ale zwyciężyli miłośnicy Ligi Mistrzów.
Twarz kobiety tymczasem przybrała rysy pełne troski. – Ja panu coś powiem – oświadczyła, wykonując workiem ze śmieciami rzut za 3 punkty. – Ja to się boję tych wyborów.
Zrobiłem minę, jakbym rozumiał sąsiadkę, choć, po prawdzie, był to bardziej wyraz szacunku dla jej koszykarskich umiejętności. Może cierpi na klaustrofobię, biedaczka – przeszło mi przez myśl – i dlatego wizyta w kabinie do głosowania napawa ją przerażeniem. A może nie lubi kogoś z obwodowej komisji. Albo boi się skaleczenia kartą do głosowania.
Pewnie wymyśliłbym jeszcze kilka prawdopodobnych uzasadnień, ale moja rozmówczyni przybliżyła się do mnie. – Boję się, że wygrają… no ci, wie pan. – Jej głos znów zniżył się do szeptu, a brwi zatrzepotały. – A jak wygrają, proszę pana, to już naprawdę obudzimy się w innych Siedlcach – dodała i zrobiła w tył zwrot.
A więc jednak coś wie – uświadomiłem sobie już w mieszkaniu (razem z faktem, że wróciłem tam ze śmieciami, które miałem wyrzucić). – Inne Siedlce, inne Siedlce… – powtarzałem kilka chwil. To zawsze pomaga w oczekiwaniu na olśnienie. Pomogło i tym razem.
Przecież są inne Siedlce! Pewnie powiecie, że bredzę. – W powiecie, owszem – odpowiem – ale oławskim, a na dodatek w województwie dolnośląskim. To wieś. Liczba ludności: 420. Co by było, gdybym, zamiast na Mazowszu, po 21 listopada obudził się akurat tam? Zastałbym miejscowość, jak podaje Wikipedia, z centrum kształcenia na odległość. Nazwy w internecie nie znalazłem, ale to pewnie dlatego, że z początkiem roku akademickiego ulegnie zmianie. Z krótszej na dłuższą, bo tak mają w tym roku siedleckie uczelnie. Co jeszcze? Jest remiza, kościół, cmentarz oraz boisko piłkarskie, gdzie sukcesy odnoszą Błękitni Siedlce. Co do tego ostatniego znów jestem zmuszony opierać się na Wikipedii. Możliwe bowiem, że dane są nieaktualne. Bo czy chodzi o nowe boisko, które powstaje ciągle na tamtejszych błoniach, czy też o stare? Czyli o to, które wykupiono pod budowę sklepu spożywczo-przemysłowego. Przepraszam: galerii.
Okolice tamtych Siedlec też mnie zaintrygowały. Gdybym bowiem miał wątpliwości, że jestem na Śląsku, rozwiałaby je miejscowość Stary Górnik, zapewne z tradycjami. Podejrzewam, że jeśli w wyborach wygraliby… no wiecie, to w pobliskiej wsi Drzemlikowice mógłbym się spodziewać kwater sypialnych, a w Chwalibożycach – seminarium duchownego.
Ale mógłbym trafić lepiej. To znaczy do Siedlec w powiecie lubińskim, co ciekawe – także na Dolnym Śląsku. Lepiej, bo liczba mieszkańców tej miejscowości wynosi aż 430. Podobno mają tam drogę. I to chyba nawet nie jedną, jeśli wliczyć powstającą wewnętrzną obwodnicę, która będzie prowadzić z kościoła do zabudowań folwarcznych. Tak, tych obok zdewastowanego ogrodu pałacowego. To ślad bardzo bogatej historii miejscowości. W XIV wieku wioskę kupił rycerz polskiego pochodzenia, który był prekursorem rozbudowy kościoła. Czy grunt pod świątynię sprzedano za 1 procent wartości, źródła nie podają. Informują natomiast, że ponad 100 lat temu w Siedlcach znaleziono skarb, między innymi naszyjniki i fragmenty ozdób. Do obecnych czasów dotrwało jedynie kamienne naczynie, w którym były przechowywane. Ale dotrwało, i to najważniejsze, prawda? Jakiś czas temu tamte drugie Siedlce słynęły też z barwnych pochodów karnawałowych, które jeden z poprzednich właścicieli podpatrzył w Nadrenii. Znaczy w wioskach partnerskich. Czy będą słynąć i teraz, okaże się po wyborach.
A czy chciałbym się obudzić w któryś z tamtych Siedlec? – pomyślałem, kończąc pozyskiwanie danych. – Pewnie bym się przyzwyczaił – uznałem po dłuższym namyśle – ale chyba wolę pozostać na swoich śmieciach.
Najpierw jednak muszę je w końcu wyrzucić, bo zaczęły już śmierdzieć.

Bartek Szumowski

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.