SPIN

Siedlczanie do kupowania sztuki jak…

redakcja niedziela, 17 października 2010, 16:36 Kultura, Wydarzenia

Z Agnieszką Janiszewską, pomysłodawczynią Siedleckiej Aukcji Sztuki rozmawiała Beata Głozak.

SPIN: Kolejny raz udało się Wam sprzedać kilka prac. Gratuluję.

AJ: Dziękujemy. Tak. Co prawda nie dużo, ale to zawsze coś. Cieszę się.

SPIN: Trzecia aukcja to efekt zainteresowania autorów czy potencjalnych nabywców?

AJ: Nie, to tak naprawdę efekt mojej konsekwencji. Prawdę powiedziawszy, tak realnie oceniając ten pomysł, nie da się zrobić tego czego chcemy od razu. Tutaj potrzeba trochę wytrwałości żeby Aukcja się zagnieździła. Zainteresowanie autorów jest co prawda coraz większe, z czego oczywiście się cieszę, aczkolwiek w mojej ocenie daleko jeszcze jest do zadowolenia jeśli chodzi o kwestię… nabywczą. Myślę, że mogłoby być lepiej, że więcej obrazów mogłoby być sprzedawanych. Mimo wszystko idzie ku lepszemu.

SPIN: To znaczy, że zainteresowanie imprezą mimo wszystko wzrasta?

AJ: Faktycznie przychodzi coraz więcej ludzi. Najmniej było ich na pierwszej imprezie chociaż właśnie wtedy sprzedaliśmy zdecydowanie najwięcej obrazów. Przyszły po prostu najbardziej zainteresowane osoby. Najmniej, bo wcale wolnych krzeseł było na tej ostatniej.

SPIN: Myślisz, że uda Ci się przekonać siedlczan do Siedleckiej Aukcji Sztuki?

AJ: Może trochę tak. Myślę, że niektórzy już zaczęli podchodzić do niej jak do czegoś co jest dla takiego w cudzysłowie „normalnego” człowieka a nie dla osoby, która jest majętna i strasznie „ą” „ę”. Tak mi się właśnie wydaje. Taką mam nadzieję.

SPIN: Jak sama oceniasz poziom prac, które pojawiają się tutaj?

AJ: Uważam, że prace na ostatniej aukcji są zdecydowanie lepsze niż na pierwszej, ale poziom jest bardzo nierówny. I wcale nie chodzi mi o to, że dzielę kogoś na profesjonalistów czy nie – profesjonalistów. Niektóre to naprawdę bardzo fajne prace. Może nie w sensie takim artystycznym najwspanialsze, ale przyjemne dla oka, ładnie zrobione co też jest ważne w sztuce. Często jest to przecież taka sztuka użytkowa. Ona musi pasować do wnętrza, żeby można to było gdzieś powiesić. Niestety są też autorzy, którzy przynoszą takie wprawki. Myślę, że z czasem to wszystko się skrystalizuje a sami autorzy będą podchodzić do niej jak do czegoś, gdzie muszą zachęcić do zakupu swojej pracy. Liczę, że nie przyniosą nam „wymiętolonej” kartki zarysowanej ołówkiem i nie będą oczekiwać, że ktoś to kupi.

SPIN: Dlaczego Twoim zdaniem z takimi oporami podchodzimy do kupowania sztuki?

AJ: Często dlatego, że twierdzimy że nie znamy się na niej a przecież przyjście na taką aukcję, rozejrzenie się z niczym się nie wiąże. Poza tym boimy się także wydać pieniądze na jakiś autorski obraz. A ja nie wiem dlaczego ludzie wolą kupić kolejny wydrukowany w księgarni obraz Chełmońskiego jak dzieciaki patrzą na jakieś ptaki niż coś co ktoś namalował. W efekcie podchodzimy do tego troszeczkę jak hmm… pies do jeża.

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.