SPIN

Dwóch Gardzińskich w jednym miejscu

Beata Głozak piątek, 19 listopada 2010, 13:43 Kultura, Wydarzenia
Marian Gardziński, akwarela

Marian Gardziński, akwarela

W środę w Galerii Sztuki „Przestrzeń Sztuk” Uniwersytetu Przyrodniczo – Humanistycznego w Siedlcach otwarta została wystawa Mariana i Michała Gardzińskich. Ojciec i syn, malarstwo i rzeźba. To wystawa, którą warto zobaczyć.

Na temat tej wystawy nie powinno się w zasadzie dużo pisać, bo… tak naprawdę nie ma o czym. To tak jakbym ja miała napisać o I części „Ojca Chrzestnego”, aktorstwie Ala Pacino, Meryl Streep czy Toma Hanksa. Wystarczy spojrzeć ile dostali Oscarów…

Ta wystawa to po prostu SZTUKA. Pamiętam jak ciężko było moim koleżankom – plastyczkom namalować akwarelę, najtrudniejszą bodaj technikę. A namalować dobrą akwarelę? W malarstwie Gardzińskiego jest precyzja i jakaś taka szlachetność, a zarazem coś od niechcenia. Zawsze ilekroć patrzę na jego prace mam wrażenie, że „chlapnął sobie parę plam” a powstało z tego… cudo. Wśród obrazów jakie można zobaczyć jest kilka, które już teraz mi się śnią: burzowe, ciemne granatowo – purpurowe niebo, jesienny pejzaż czy kępy trawy, które bardziej przypominają mi fragment fotografii niż obrazu akwarelowego. Duże formaty prac to dowód na to, że Gardziński malować po prostu umiał. I tak sobie przemykał, po cichu, bez przesadnego mówienia o sobie, o malarstwie. Pamiętam sytuację sprzed paru lat kiedy moja koleżanka miała „zaliczenie” z akwareli na – wtedy jeszcze – Akademii Podlaskiej. Przyszła do domu i powiedziała, że dostała 5 -. Zapytałyśmy ” No, ale co powiedział Gardziński?” a ona na to: „No ładna pani Sylwio… Ładna była ta pocztówka, z której pani malowała, ale trzy kolory to trochę za mało… Proszę jeszcze kilka dokładać”. Mimo trudnej techniki jaką jest akwarela na obrazach wiszących w „Przestrzeni Sztuk” tych kolorów są dziesiątki. Pamiętam też wrażenia mojej koleżanki po jednej z wystaw Gardzińskiego w Muzeum Regionalnym. – Ty wiesz jakie one są wielkie? Te akwarele? – zapytała. – No po prostu wielkie. Raczej nie znam się na sztuce, ale gdybym miała pieniądze – wykupiłabym mu wszystko. Łącznie z nim samym.

Bo proszę państwa… mój ukochany nauczyciel historii sztuki mawiał na studiach „no ładne to to jest, ale nie”. O pracach Mariana Gardzińskiego można spokojnie powiedzieć „no ładne to to jest i oczywiście tak”. A syn? Na wystawie można zobaczyć prace sprzed kilku lat: gładkie, proste, dopracowane i wypracowane.  Niby rzeźba kojarzy nam się na ogół z czymś zimnym… Niby na ogół.

Halina Cholewka: Gdybym miała jednym wyrazem opisać Mariana to byłoby to „poszukiwanie”. Był artystą wszechstronnym. W rzeźbie poszukiwał form: od małych do monumentalnych, poszukiwał materiałów i tematów. Potem odszukał malarstwo a kiedy się nim zajął malował oleje i akwarele. Zaczął szukać tematów i miejsc a kiedy je odkrył stały się one jego tematami i jego miejscami. Tak odszukał Siedlce i zrobił dla tego miasta bardzo dużo. Znalazł tutaj pracę, stworzył podstawy edukacji artystycznej, zorganizował pracownię plastyki i rzeźby jako jednostki dydaktycznej.  Poszukiwał problemów, którymi mogliby zająć się studenci – wyliczała. – Gdzie byśmy byli gdyby nie Marian?  Co by z nami było gdyby nas nie zatrudnił? Jak potoczyłaby się nasza kariera zawodowa? Czy myślelibyśmy o utworzeniu nowego kierunku studiów? Czy mielibyśmy okazję zaprzyjaźnić się? Czy mielibyśmy aż taki szacunek do studentów i siebie nawzajem, gdyby nie Marian, bo to on nas tego uczył? – zapytała podczas otwarcia wystawy.

Tomasz Nowak: Stwierdziliśmy, że Marian musi być w dwóch odsłonach. W maju ubiegłego roku była pierwsza – rzeźba i malarstwo olejne a w tym – akwarela. Ta wystawa miała być w maju, ale nie udało się – mówi. – Zebraliśmy tyle prac ile mogliśmy, bo większość akwareli po prostu rozeszła się. Bazowaliśmy na tym co było w pracowni artysty i prywatnych kolekcjach. Dlaczego z synem? Stwierdziliśmy, że ta rzeźba jest tak w całej jego twórczości… Ta dwoistość Mariana – rzeźbiarza i Mariana – malarza jest obecna w młodym organizmie Michała Gardzińskiego, który ma podobne myślenie o formie i ma podobny warsztat, do którego przykłada taką samą dużą wagę jak jego ojciec.

Michał Gardziński: Moje rzeźby są dość przekrojowe. Są stare prace, ale jest też trochę nowszych. Rzeźby te to głównie odlewy z brązu. Pogrupowane są w cykle portretów, może trochę niekonwencjonalnych.  Jest też mój autoportret oraz rzeźby związane z moją rodziną. Jest  pół kobieta-pół mężczyzna z granitu oraz rzeźba ceramiczna. Obie powstały świeżo po moim ślubie, więc chyba jakoś na mnie wpłynął twórczo.
Ta wspólna wystawa z ojcem była planowana na maj. Niestety sytuacja, która nas zastała zmusiła nas do przesunięcia jej na inny termin. Myślę, że to już raczej ostatnia wystawa jaką zrobiliśmy wspólnie. Ciężko mi o tym mówić, bo mój ojciec oprócz tego, że był ojcem to był moim najlepszym nauczycielem. Był takim bodźcem, który pchnął mnie w stronę rzeźby. Od dziecka uczestniczyłem w tworzeniu i myślę, że o on mi wszystko przekazał co potrafię.
Cieszę się, że przyszło tylu studentów i moich i ojca. Jest bardzo dużo moich obecnych uczniów, ale bardzo przyjemnie jest widzieć twarze, które uczyłem kilka lat temu. Myślę, że każdy kto przyjdzie zobaczyć wystawę odejdzie z miłymi wrażeniami.

 

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.