SPIN

Deszcz nam pada… Z sufitu

Beata Głozak czwartek, 6 stycznia 2011, 16:50 Siedlce, Wydarzenia

Widzą panie? Takiego mieliśmy Sylwestra – pokazuje nam filmik pan Nasiłowski. – Z pokoju wylałem do łazienki około 18 – 20 wiader. – I jak długo Wam ta woda z sufitu padała? – pytamy. – Tak lało niemal trzy dni. Przestało jak z dachu uprzątnięto śnieg. – To wygląda jakby tu padał deszcz – nie dajemy wiary. – No bo padał. Z sufitu – słyszymy.

Zalegający i nie uprzątnięty przez administratora budynku śnieg z dachu, pozamarzane rynny a potem delikatna odwilż doprowadziły do tego, że od wieczora 31. grudnia do poniedziałku 3. stycznia w mieszkaniu państwa Nasiłowskich padał deszcz. Rodzina nagrała filmik jak z sufitu między kasetonami cieknie woda. Jej krople kapią na wyłożoną na podłodze folię a na ścianie widać mokrą tapetę.

Z SUFITU SIĘ LAŁO

– Dosłownie lało się nam z sufitu a gdy w poniedziałek zgarnięto śnieg – przestało. Przez trzy dni zebrałem stąd może 20 wiader. Woda przelewa się z dachu na strych a ze strychu do mojego mieszkania – opowiada nam Nasiłowski. – Zgłaszałem to zarządcy budynku, ale ta przyjechała do nas w sobotę i powiedziała, że nic nie poradzi, że może dopiero coś w niedzielę, ale najprawdopodobniej w poniedziałek. A dwie godziny potem nie mieliśmy światła.

– Dlaczego? – pytam.
– Bo woda podchodziła do przewodów, do żyrandola i było zagrożenie życia. Bałem się o rodzinę, zadzwoniłem do straży pożarnej oni wezwali elektryków i tak wyglądał nasz Nowy Rok. W Sylwestra 18-letnia córka poszła spać do znajomych, bo wszyscy tutaj nie mogliśmy zostać w tej wodzie.
– A jak państwo sobie poradziliście?
– Żona z młodszą córką leżały w jednym łóżku a ja noc przesiedziałem na fotelu.

Kłopot z zalewaniem mieszkania w okresie zimowym, zdaniem państwa Nasiłowskich istnieje odkąd zaczęto „ulepszać” dach, czyli kilka lat temu.

– Była jakaś komisja i stwierdzono, że pada, że faktycznie jest coś nie tak i że mamy jakieś odszkodowanie dostać. Potem nie pojawił się nikt. A z dachem nadal był problem – opowiada  małżeństwo.

TERAZ NIE WYTRZYMAŁEM

Rodzina przy każdej niemal odwilży ma zacieki na ścianach, podmiękłą tapetę, mokre kasetony, ale nigdy nie było sytuacji, że zostawała bez prądu.

– Śnieg leży na dachu, zalega w rynnach, zamarza, pewnie gdzieś jest jakiś spadek, wszystko wpływa pod papę, bo jest źle przyklejona. Proszę mi uwierzyć, że chodziłem do zarządcy, ale jedyne co usłyszałem to „nic nie poradzę” i „trzeba cały dach zmienić”. W piątek nie wytrzymałem. Zadzwoniłem po straż miejską – opowiada mężczyzna. – To jest nienormalne. Płacę czynsz a w mieszkaniu dzieci nie mają się gdzie uczyć. W pokoju jest wykładzina dywanowa a pod nią parkiet. Przecież ta wykładzina spleśnieje a parkiet spuchnie – tłumaczy nasz rozmówca a za każdym razem, gdy staje mocniej na wykładzinę spod butów wypływa mu… woda.

Utrzymanie dachu, usuwanie nawisów śnieżnych, lodowych czy po prostu śniegu należy do obowiązków administratora budynku.

DRUGA STRONA – INNA WERSJA

– Corocznie mamy taką sytuację. Śnieg jest usuwany tylko z jednej strony dachu – od bloków, ale nie od strony ulicy Kilińskiego, czyli tej po której nas zalewa. Ta była odśnieżona tylko w miniony poniedziałek – tłumaczą nam Nasiłowscy.

Helena Bartnik, zarządca budynku, w którym mieszkają państwo Nasiłowscy przekazuje nam zupełnie inne informacje. Przede wszystkim twierdzi, że rodzina do tej pory nigdy nie zgłaszała problemu z zalewaniem mieszkania.

– Do nas ten pan zgłosił to pierwszy raz – twierdzi po czym dodaje, że mimo, że dach jest stromy i nie ma sukcesywnej potrzeby zwalania z niego śniegu to jest to robione po doświadczeniach… z poprzedniej zimy. Przekonuje nas także, że dach po stronie Nasiłowskich (od ul. Kilińskiego) był odśnieżany.

**** (Żeby zgodnie z przepisami dokonać usunięcia śniegu, nawisów śnieżnych lub lodowych, oczyścić rynny szczególnie od ulicy zarządca musi się wysilić. – Powinien niezwłocznie po pojawieniu się problemu zabezpieczyć miejsca niebezpieczne, czyli oznaczyć teren wokół tego budynku taśmą, zamówić wykwalifikowaną firmę, która usunie śnieg czy nawisy lub wynająć wysięgnik od firmy i jeśli ma własnych wykwalifikowanych pracowników, z odpowiednimi uprawnieniami mogą to zrobić oni – tłumaczy Sławomir Garucki, komendant straży miejskiej.)

KORZYSTAM Z WYSIĘGNIKA

– To ile razy był odśnieżany ten dach?
– Nie pamiętam ile razy był odśnieżany. Może siedem, może pięć, może cztery. Jeśli jest potrzeba moi pracownicy wchodzą na niego i odśnieżają. W poniedziałek skorzystałam z wysięgnika z firmy Zakład Usług Budowlanych Grzegorz Czarnocki.
– I to z jego usług Pani korzysta?
– Tak z jego usług korzystam ale, z wysięgnika, z wysięgnika, bo tak to wchodzą na dach, czepiają się na linkach i na linkach zwalają śnieg.
– Ale to są pracownicy tego pana?
– Nie, moi.

**** Dzwonimy do wspomnianej firmy. Po jednej rozmowie nie dowiadujemy się niczego. Dzwonimy pod kolejny numer. Kobieta, która dobiera potwierdza, że firma wynajmuje wysięgnik, ale taką ofertę ma… dopiero od dwóch tygodni…

Wszystko wskazuje na to, że do tej pory nawet nie starano się odkryć przyczyny zalewania mieszkania, bo administratorka zakłada kilka możliwości.

– Nie możemy stwierdzić jednoznacznie jak to podcieka i dlaczego, bo to przecieka tylko podczas zimy. Śnieg się gdzieś obsunie, zamarznie i gdzieś to podcieka. Poza tym rynna zamarza, pas podrynnowy zamarza i tutaj trzeba szukać przyczyny. Należałoby żeby jedna osoba cały czas siedziała na tej rynnie i zwalała śnieg – rzuca poważnie Bartnik.

JAKA JEST PRZYCZYNA…

Sugeruje, że zalewanie to wina nocnego opadu śniegu.

– Wszystko jest odśnieżane na bieżąco, ale jak w nocy napada śnieg, to pani wybaczy w nocy nie ma jak tego odśnieżyć – mówi.

Jako przyczyny nie wyklucza też nieodśnieżonego balkonu. – Będąc w tym mieszkaniu zauważyłam, że jest niezrzucony śnieg z balkonu, około 30 centymetrów. A czy ten odstający parkiet to nie jest wina tego tego, że podcieka pod parkiet po drzwiach? To tego nie wiem, bo nie sprawdziłam – zastanawia się.

Relacje administratorki i mieszkańców są skrajnie różne. Pierwsza twierdzi też, że nie wiedziała, że Nasiłowskim odcięto prąd i dziwi się, że stwierdzono zagrożenie życia, bo ona tego stwierdzić nie mogła.

– Byłam tam w sobotę między godziną 16 a 17. Wtedy jeszcze światło nie było wyłączone. Było daleko do tego żeby to podciekało pod światło. Widziałam jedno wiaderko z wodą tylko a drugie stało i nic poza tym. Kapało sobie z boku. – mówi. – Ale nie widziałam zagrożenia żeby aż światło wyłączać.

Pytamy zatem czy kobieta zechce obejrzeć filmiki pokazujące jak ta woda kapała. Odmawia tłumacząc, że wierzy i  że tak ma wiele osób. Bez względu na to czy administratorka stwierdziła zagrożenie życia czy nie około dwóch godzin po jej wyjściu, Nasiłowscy zadzwonili do straży pożarnej a jakiś czas potem siedzieli bez prądu.

TRZEBA TYLKO CHCIEĆ

– Ja mam możliwość, żeby im to światło zabezpieczyć i dać przewód, i żarówkę tak żeby mieli światło. Ten pan mógł zadzwonić i powiedzieć: „niech mi pani da kogoś”. Przecież my mamy konserwatora elektryka, który by przyjechał, podłączył światło innym przewodem. Od sąsiadów byśmy wzięli przewód, żeby nie zostali bez światła. Tylko trzeba chcieć – słyszymy od Bartnik.

Zbieg okoliczności sprawia, że niemal godzinę po naszej wizycie u administratorki w mieszkaniu Nasiłowskich pojawia się konserwator elektryk. Rozmowa między nim a panem Nasiłowskim przedstawia się z grubsza tak:

– No słyszałem, że tam Wam światło wyłączyli czy coś.
– No wyłączyli, bo nam woda podchodziła do żyrandola i przewodów.
– No ale już macie to światło?
– Teraz już mamy, bo nie kapie z sufitu jak śniegu nie ma na dachu.
– No to co? To w porządku. To nic się nie dzieje. Nieładnie tak sprawy od tyłu załatwiać.
– Jak to od tyłu?
– Że wszystkim się skarżycie i dzwonicie po wszystkich. Najpierw do administratora się idzie.
– Dzwoniliśmy do administratora i ty też wiedziałeś, wiedzieliście, że nas zalewa.
– Może i wiedzieliśmy, ale to nie od tyłu się załatwia i tyle mam do powiedzenia.
– Zresztą co się będę panu tu tłumaczył. Co pan tu w ogóle robi? Pan nie jest administratorem proszę wyjść z mojego mieszkania.

**** Helena Bartnik powiedziała nam, że budynek, w którym mieszka rodzina Nasiłowskich jest ubezpieczony. Należy zatem wypełnić odpowiednie dokumenty, zanieść do firmy ubezpieczeniowej i czekać na odszkodowanie. Stwierdziła także, że podejmie starania aby przyszłe zimy nie powodowały takich zalań.

bg

no images were found

Powiadom o wpisie

2 komentarze

  1. * dodano 7 lat temu

    no i dobrze:(

  2. Nie mam słów na dodano 5 lat temu

    tego administratora.Osoba pozbawiona kultury osobistej.Potrafi odpowiadać w przypadku skargi"Niech pan pani zmieni sobie mieszkanie"Bardzo drogo zarządza nieruchomościami w stosunku do innych oferentów.Zamiast działać na rzecz osób ,którym świadczy usługi,zarządza na ich nie korzyść.Rady wspólnot mieszkaniowych są podporządkowane dominacji tej pani i wykonują jej polecania.

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.