SPIN

Paranienormalni: Publiczność zażyła jakieś środki…

Aneta Borkowska środa, 28 września 2011, 10:07 Kultura, Wydarzenia

Siedlczanie mają dystans do siebie i tryskają poczuciem humoru. W niedzielę podczas Kabaretowego Pożegnania Lata 2011, jakie odbyło się na siedleckim Amfiteatrze dali temu dowód zaskakując niejednokrotnie zaproszonych gości Kabaret Nowaki, Made in China i Paranienormalni. Tuż po skeczach udało nam się  porozmawiać z Kabaretem Nowaki a Paranienormalni przeprowadzili rozmowę … ze sobą.

Nowaki

Adrianna i Tomek, czyli 2/3 Nowaków. Fot. AB

Adrianna i Tomek, czyli 2/3 Nowaków. Fot. AB

No i jak? Siedlecka publiczność, zdała egzamin?
Tomek: Zdała, zdała bardzo dobrze.
Kamil: Parę osób nie przyszło, ale trudno. Kilka osób się spóźniło, ale doszli, zdążyli. To jest fajne jak się nie mówi do ściany widzów, tylko do ludzi – każdego z osobna, żywego człowieka.

Często improwizujecie tak jak dzisiaj?
Tomek: Lubimy jak coś się dzieje, jak coś jest niby nie tak, ale to dla nas jest właśnie ok jak nie jest tak poukładane od linijki. Widzowie przyjdą, wyjdą, ktoś się potknie, ktoś śmieszny wejdzie.

Ktoś zostanie zniesiony?
Kamil: No chociażby. Pozdrawiamy tego pana.
Adrianna: Żeby doszedł szybko do siebie.

Egzamin zdaliśmy jako publiczność a czego dowiedzieliście się o Siedlcach po dzisiejszym wieczorze oprócz tego, że trzeba trzymać drzwi toalet?
Tomek: Hahaha dowiedzieliśmy się, że macie ludzi z poczuciem humoru, z dystansem do siebie, że jednak ten stereotyp o ponurym Polaku w Siedlcach nie działa. Zdecydowanie.

Czego jeszcze?
Kamil: Że są tutaj naprawdę fajni ludzie.
Adrianna: Tacy, którzy niedzielne popołudnie mogą spędzić uśmiechając się, korzystając z tego, że mają piękny Amfiteatr.
Tomek: Że część siedlczan nie spędza czasu w niedzielę przed telewizorem.
Adrianna: Jeno tylko przychodzi na kawałek kultury na żywo, aby pomacać.

Co do tych macanek to trzeba przyznać, że było kilka elementów erotyczno – brazylijskich.
Tomek: No zdarza się, to jest element naszego życia. A my lubimy robić kabaret o życiu, a nie taki wyimaginowany do końca.

Widzę, że w Waszym kabarecie mężczyźni mają dużą wiedzę o kobietach? Skąd to wszystko?
Kamil: Bo obserwujemy babeczki.
Adrianna: Kneblują mnie, stają z tyłu a potem ja płacząc mówię wszystko i oni mają materiał.
Tomek: Dokładnie. Wyduszamy to krzykiem: „Jak to robicie?”, „Jak się ubieracie?”, „Ile to czasu wam zajmuje?”.

Czy do przygotowania skeczów wykorzystujecie obserwacje publiczności z różnych miejsc?
Tomek: Tak, są pewne elementy improwizacji, które potem wchodzą na stałe w program, ponieważ ludzie czasem zachowują się bardzo podobnie do siebie. To właśnie to przenosimy, ale i tak jest bardzo dużo zmiennych, które trzeba w danym momencie i w danej chwili dobrać.

Co wyniesiecie z Siedlec?
Tomek: Mogę ten kubeczek zabrać?

Zapytam dyrektora, ale najprawdopodobniej tak. Jest z plastiku.
Kamil: hahaha. A tak na poważnie, dobre wspomnienia to na pewno.
Adrianna: I to, że być może mamy nadzieję, że wrócimy tutaj kiedyś.

Nowaki: Serdecznie pozdrawiamy siedlecki portal internetowy…
SPIN: SPIN.
Nowaki: Spim?
SPIN: SPIN.
Nowaki: A SPIN, ale z kim?
SPIN: Ze mną.
Nowaki: Zapraszamy na SPIN.

Paranienormalni

Michał i Robert, czyli Karino i dr Prozak. Fot. AB

Michał i Robert, czyli Karino i dr Prozak. Fot. AB

Kolejny raz jesteście w Siedlcach. Drugi rok z rzędu. Nie nudzi Wam się u nas?
Michał: Kurcze, trochę się boimy powiem szczerze przyjeżdżać za rok. Dlaczego? Dlatego, bo pytanie miało się pojawić, ale ja odpowiadam bez pytania, ponieważ w zeszłym roku było świetnie, teraz lepiej, co będzie za rok? Nie wiem, będziemy chcieli zostać na stałe? Nie wiem.

Powiedzieliście, że za rok tutaj wrócicie a  dyrektor zapytał mnie czy te słowa to deklaracja, że wrócicie nawet jak Wam nie zapłacą?
Michał: Jeżeli nas zaprosicie i przynajmniej będzie strawa jakaś i siennik, na którym będziemy mogli złożyć swe głowice to przyjedziemy. Dla takiej atmosfery naprawdę warto przyjeżdżać.

Czyli udał Wam się dzisiejszy występ. Ja widziałam, że doktor Prozak i Karino kilkakrotnie odpłynęli.
Michał: Popłynęliśmy to fakt, zaskoczyliśmy się sami wszyscy nawzajem, każdy zaskoczył resztę.
Robert: Właśnie przed momentem mówiłem, przepraszam, że wejdę Ci w słowo kolego, bo rozmawialiśmy przed momentem z Igorem i to jest tak, że rzeczywiście ten skecz on nie był w takiej formie jak go zwykle gramy. Dzisiaj w środku był mocno improwizowany, ale takie sytuacje są potrzebne żeby właśnie powstawały nowe wątki w tym skeczu. On miał swoją premierę zdaje się w Opolu podczas kabaretonu, natomiast teraz wygląda zupełnie inaczej. Ja myślę, że jeszcze trochę i zrodzi nam się zupełnie inny skecz. A tylko osią będzie Karino, Prozak i Jacek Balcerzak.
Michał: Ale dlaczego tak się stało? Otóż dlatego, bo pojawia się pytanie to jest i odpowiedź: że publiczność nam na to pozwoliła, a wręcz popchnęła nas w tą stronę. Bez publiczności, która dzisiaj siedziała w Amfiteatrze nie byłoby tak.
Robert: Ja myślę, że publiczność dzisiaj zażyła jakieś środki pobudzające. Oni naprawdę reagowali od samego początku do samego końca i nawet nie przeszkadzał ten chłód, który się gdzieś tutaj znienacka pojawił i widziałem, że to trochę przeszkadza Igorowi, który występował tylko w jednym kapciu.

Fakt, dzisiaj często nam się tutaj rozbierał.
Robert: On lubi. Lubi, lubi, lubi.

To może powinniście mieć dłuższe spodnie. Bo Wy macie strasznie krótkie i ja się zaczęłam obawiać o Wasze zdrowie po prostu.
Michał: Ale mamy za to ładne kostki i pragniemy je eksponować po prostu. No co się na mnie patrzysz Robert? Tak teraz wymyśliłem.
Robert: Nie, no podoba mi się. I ja naprawdę miałem nowe buty. Jedna z pań to zauważyła. Kurcze to ja chyba w tamtym roku musiałem być straszne drewno na scenie skoro tylko buty komuś zostały w pamięci. A jeszcze chciałem powiedzieć o publiczności, bo teraz kończymy już chyba ten cykl grania imprez na świeżym powietrzu i będzie tego coraz mniej, i tutaj naprawdę bez żadnego podlizywania się muszę powiedzieć, że publiczność była bardzo mocno kabaretowa.
Michał: Na szóstkę z plusem
Robert: To jest publiczność, która naprawdę bardzo inteligentnie czytała wszystkie nasze grypsy, które się pojawiały i dzięki temu nam fajnie się to grało.
Michał: Pojawiło się wiele nowych rzeczy, które tutaj miały swoją premierę. Chodzi mi o przeróżne odzywki.
Robert: Było dużo takiego życia, które zwykle na scenie się nie pojawiają jak to, że nagle ktoś wchodzi na scenę i zostawia mi 10 złotych, bo chce skorzystać z toalety. To przecież nie było ustawione. Albo to, że Igor zszedł na dół, tam stała dziewczynka a on a to ” o lokalna telewizja”. To wszystko było częścią tego występu i to dzięki publiczności. Gdyby wszyscy grzecznie siedzieli to samo zagralibyśmy w 40 minut, bo też tak można.
Michał: Albo byśmy po prostu uciekli ze sceny.
Robert: Albo byśmy na nią nie weszli, albo byśmy tu nie przyjechali.

Ja mam nadzieję, że już coś po tych Siedlcach zostanie, czyli jak zobaczycie, że ktoś nagrywa telefonem Wasz występ to będzie to „lokalna telewizja”.
Michał: Będzie aspekt siedlecki na pewno w naszych występach.

W tamtym roku jak rozmawialiśmy powiedzieliście, że będziecie grać babcię…
Robert: Aaaaaaaaa. No i co z tą babcią właśnie?

To też Wam wyszło tak spontanicznie. Było coś z lekami, Igor zagrał staruszkę.
Robert: To ja już przypuszczam o co chodzi. To jest tak jak teraz, czyli pojawiają się po prostu nowe wątki, które się pojawiają jak iskra i one są tutaj a na następnym występie już ich nie ma. Po prostu publiczność tak nie niesie i potem gdzieś o tym zapominamy. Ale często właśnie dzięki takiemu przyjęciu jak tutaj one się pojawiają, zapamiętujemy je i wplatamy w skecze. A tej babci cholera jasna, szkoda, że nie zapamiętaliśmy.

Ale bardzo fajnie wpletliście element aquaparku, który jeszcze nie powstał. Skąd się to wzięło?
Michał: Oczywiście zrobiliśmy wywiad środowiskowy i coś pamiętaliśmy jeszcze z zeszłego roku. Wplatamy takie wątki, bo publiczność wie, że to się dzieje tu i teraz i czytali to doskonale.
Robert: Generalnie dobrze jest jak się jest zaproszonym gdzieś w gości, a my tutaj przyjeżdżamy na zaproszenie, wiedzieć coś na temat gospodarza. Jak się idzie gdzieś na proszony obiad to dobrze, by było wiedzieć jak gospodarze mają na imię: „Mmmmm pani Bożenko pyszny rosół”.
Michał: Albo wiedzieć gdzie studiuje syn, a gdzie w więzieniu siedzi ojciec.
Robert: Na przykład. Więc takie lokalne smaczki tylko urozmaicają ten program i publiczność wierzy, że naprawdę to się dzieje z nimi.

Powiadom o wpisie

Komentarze (1)

  1. krzysiex dodano 6 lat temu

    Było zajebiście. Chłopaki wymiatają, aż się boję co zrobią tu za rok. Fajnie, że udało wam się pogadać z chłopakami. Widać, że oni nie moga być poważni, są rewelacyjni.

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.