SPIN

Koperkiewicz: Życie jest tak ciekawe, że szkoda przejść obok

Aneta Borkowska wtorek, 9 października 2012, 20:26 Kultura, Wydarzenia
Waldemar Koperkiewicz Fot. Mirosław Zdrodowski

Waldemar Koperkiewicz Fot. Mirosław Zdrodowski

W piątek (12 października) w Centrum Kultury i Sztuki odbędzie się jubileuszowy koncert z okazji 40-lecia pracy twórczej Waldemara Koperkiewicza, zastępcy dyrektora placówki. O tym czemu zajął się muzyką, czy jest spełnionym człowiekiem i czy czuje jeszcze tremę opowiada w rozmowie z Anetą Borkowską.

Zacznę od banału. Dlaczego to sztuka jest Pana drogą?
Zainteresowania wyniosłem z domu, w którym słuchało się głównie klasyki. Tak zwany big beat był tępiony i inne okienka na muzykę otworzyły mi się dopiero jak usłyszałem w wieku 18 lat The Beatles – Hey Jude. Skończyłem szkołę muzyczną I stopnia na skrzypcach, ale ponieważ interesowało mnie jeszcze mnóstwo innych rzeczy to poszedłem do liceum plastycznego, a w nim założyłem zespół muzyczny. Jak tak patrzę to w moim życiu od zawsze z każdej sztuki po trochu się mieszało. W sumie to ciągle się miesza, ale muzyka zawsze była dla mnie najważniejsza. Dawała i daje mi najwięcej radości.

Pracował pan w Ciechanowie, ale Siedlce były obecne w Pana życiu i końcu stały się domem, jak do tego doszło?
Faktycznie wszystko zaczęło się od Pomaturalnego Studium Kulturalno-Oświatowego w Ciechanowie. Szkoła gromadziła młodych mężczyzn, którzy nie dostali się na studia, a chcieli uciec przed poborem wojskowym. Tam poznałem Artura Żmijewskiego czy Marka Piekarczyka oraz mnóstwo innych dzisiaj znanych mniej lub bardziej, artystów. Były tam bardzo dobre warunki do pracy i tam zostałem. I tam poznałem Andrzeja Meżeryckiego, z którym tworzyliśmy różne ciekawe rzeczy. On po jakimś czasie wyjechał do Siedlec, ale cały czas pamiętaliśmy o sobie. Kiedy Andrzej został dyrektorem CKiS nasze kontakty były coraz częstsze. Przyjeżdżałem tu jako juror, prowadziłem zajęcia, warsztaty i zżyłem się z Siedlcami tak bardzo, że skorzystałem z propozycji pracy tutaj na etacie. Sprzedałem dom w Mławie i przeniosłem się.

Był chociaż jeden moment kiedy pożałował Pan swojej decyzji?
Nie. I chociaż w Ciechanowie udało mi się wiele fajnych rzezy zrobić to było mi już tam ciasno. Może to przez to, że nie miałem siły przebicia a może dlatego, że nie chodziłem na kompromisy, które wtedy były konieczne i zostałem w tej swojej niszy twórczej. W Siedlcach było i nadal jest o tyle wspaniale, że są tutaj ogromne możliwości warsztatowe, lokalowe. To rewelacyjne miejsce, aby się realizować, nie ma nacisku cenzury. Wymyślam projekty, realizuję i czerpię satysfakcje.

Jest Pan w Siedlcach od 12 lat. Jak zmieniały się twórczo Siedlce i jego mieszkańcy? Jest lepiej czy gorzej?
Niestety tu nie będzie pozytywnej odpowiedzi, bo przerażająca większość młodych ludzi jest zupełnie innym rodzajem młodzieży niż ta sprzed 12 lat. Wcześniej młodzi garnęli się do sztuki. Może dlatego, że ogólnie mieli wtedy mniejszy wybór? Teraz co prawda wszystkiego jest więcej, ale niestety ilość odbiła się na jakości. I jest mi żal. Młodzież mniej uczestniczy, mniej pasjonuje się twórczością. Myślę, że to wszystko gdzieś umarło wraz z kulturą studencką, w której przecież zaczynali wszyscy sławni artyści. Dzisiaj te kluby już tak twórczo nie działają. Problemem jest też życie w innych czasach. Dzisiaj główną rolę odgrywa pieniądz. My w czasach studenckich byliśmy twórczy, bo mieliśmy na to czas. Byliśmy biedni, ale wszyscy byli podobnie biedni, więc mieliśmy na bułkę z serem i reszta była nieważna. Ważne były rozmowy o sztuce do świtu. Dzisiaj już tak nie ma, bo często studenci muszą pracować, aby te studia opłacić. Może przez to nie mają na sztukę czasu.

Kurcze, zrobiło się smutno a przecież mamy rozmawiać o czymś przyjemnym. 40 lat pracy to piękny jubileusz. Jest ktoś kto zapadł Panu najgłębiej w pamięci przez te lata pracy?
Chyba nie da się tak wyróżnić, bo każda osoba, z którą miałem szczęście pracować była inna i każda przyniosła tyle samo przyjemności i radości. Jedne znajomości były krótkie, inne trwały kilka miesięcy, jeszcze inne kilka lat, a niektóre jak z Markiem Piekarczykiem trwają do dzisiaj. Oj nazbierało się tego przez całe życie, ale mogę nazwać się szczęściarzem, bo te lata wspominam dobrze. Nie mam takich znajomości, które bym chciał przekreślić albo o nich zapomnieć.

A wpadki jakieś szczególne były?
Na pewno były, bo przez 40 lat trudno byłoby ich całkiem uniknąć. Jednak jakiś wielkich nie pamiętam. Może sam wypieram z pamięci i może to nieładnie, bo może powinienem pamiętać, ale naprawdę nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyła mnie pani pytaniem. O wiem! Jak będzie pani na koncercie i zobaczy filmy z lat osiemdziesiątych i panującą wtedy modę to to będzie wpadka (śmiech).

No właśnie. Za dwa dni Pana jubileuszowy koncert, na którym czekają na Pana niespodzianki. Więcej czuje Pan podniecenia czy obawy przed tym co się  stanie?
Jedno i drugie. Niektóre rzeczy wiedzieć muszę, bo przecież muszę tym „podyrygować”, ale mam nadzieję, że będą w programie takie punkty, które mnie naprawdę zaskoczą. Jednak najwięcej tremy mam przed tym jak to w ogóle wszystko razem wypadnie. Chciałbym uniknąć patosu i banału i żeby ludzie po koncercie powiedzieli po prostu, że był dobry. Nie chciałbym, aby publiczność odebrała mnie jako jubilata, którego trzeba stawiać na piedestał. Dla mnie ważniejsze od tego ile ja dostanę jest to ile dostanie publiczność.

Wracając do tremy. Czuje ją Pan? Oczywiście bez względu na to w jakiej roli Pana widzimy?
Trema nie mija, nie powinna mijać jeśli się poważnie traktuje widza. Jest potrzebna, bo daje adrenalinę. Ja mam największa przed małą publicznością, na małej sali, bo wtedy musi być rozmowa z widzem. Natomiast jeśli jest bariera świateł, co powoduje, że publiczność się trochę widzi a trochę nie, to jest łatwiej. Czuje się wtedy pewniej.

Po tych 40 latach czuje się Pan spełniony?
Myślę, że tak. To oczywiście nie sprawia, że nie mam planów czy marzeń. Chciałbym, aby tu był prawdziwy teatr, chciałbym wystawiać własne spektakle, pisać dla nich muzykę. Marzy mi się parę tytułów, ale nie mogę zdradzić, bo to zawsze przynosi pecha. Ale zdradzę pani, że chciałbym zrobić spektakl z muzyką punkową.

Czego możemy Panu życzyć?
Zdrowia, niczego więcej, bo wszystko inne mam. Przez te 40 lat udało mi się nie chodzić na kompromisy nie chałturzyć, nie pisać muzyki pod pseudonimami, której się potem wstydziłem. I mam nadzieję, że tak zostanie.

To zakończę pewnie też banałem. Jeśli nie sztuka to…? Wyobraża sobie Pan, że przez 40 lat robi coś innego?
Umiem tkać tkaniny, bo mam takie wykształcenie. Mógłbym uprawiać ogrody co robię na działce. Mógłbym odrestaurowywać stare budynki. A przede wszystkim mógłbym gotować. Nie mógłbym robić czegoś co jest powtarzalne jak praca przy taśmie, w urzędzie, w księgowości czy jeździć taksówką. Chociaż jak człowiek ma za dużo zainteresowań to też czasem przeszkadza, bo nie potrafi się skupić na jednaj rzeczy i nie jest mistrzem. Ktoś kto oddaje się jednej pasji osiąga dużo więcej. Jednak życie jest takie ciekawe, tak wiele rzeczy chciałoby się dotknąć, że ciężko przejść obok.

Powiadom o wpisie

2 komentarze

  1. Mikey dodano 5 lat temu

    Panie Waldku, Pan się nie boi…
    Robić nadal swoje…
    Mozolnie, konsekwentnie, twórczo. Tak jak do tej pory.

  2. M. dodano 5 lat temu

    Panie Waldku dziękujemy za wszystko:)

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.