SPIN

Maroko: Udana podróż za niewielkie pieniądze

Beata Głozak poniedziałek, 24 czerwca 2013, 00:07 Podróże z Pastorem

Afryka Północna to wspaniały rejon dla miłośników upalnego lata, ale i słonecznej jesieni czy cieplutkiej wiosny. Nam przytrafiła się szansa zaznania listopadowego ciepła tego pięknego kraju. Bo 25 stopni można chyba nazwać jednak ciepłą jesienią…

Tani dojazd do Maroka na pierwszy rzut oka może wydać się skomplikowany. Na szczęście z Siedlec do Warszawy kursują pociągi Kolei Mazowieckich, z Warszawy do Berlina – PolskiBus, a z Berlina do Agadiru – EasyJet. W naszym przypadku koszty transportu zamknęły się w kwocie po około 200 zł na osobę w obie strony (za wszystkie bilety, nie licząc drobnych wydanych na transport po Berlinie). W tej chwili można już polować na tanie bilety lotnicze do Agadiru bezpośrednio z Warszawy. Jednak jeśli jest okazja zatrzymać się w Berlinie, to oczywiście gorąco polecam.

Na podróż po Maroku zaplanowaliśmy pobyt w trzech miastach: Agadirze, As-Sawirze oraz w Marrakeszu. Zrezygnowaliśmy z wypadu na tereny pustynne, czy z podróży do Casablanki, ponieważ podróże trwałyby długo, a my chcieliśmy mieć nieco czasu na odpoczynek. I to rzeczywiście nam się udało.

Agadir

Agadir ma bardzo interesujący port lotniczy. Tamtejszy budynek terminalu ma typową jak na tamten kraj architekturę, przez co niekoniecznie przypomina lotniskową strefę obsługi pasażera. Co uderza na chwilę po opuszczeniu samolotu (w listopadzie) – przede wszystkim duża wilgotność powietrza i intensywnie świecące słońce. A tego właśnie w Polsce nam brakowało. Z lotniska do centrum można dostać się miejskimi autobusami, jednak trudno się nimi poruszać, dlatego, że ani na przystankach, ani w pojazdach nie ma rozkładów jazdy i tras. Dlatego turyście może być trudno. My wybraliśmy taksówkę. Nie posłuchaliśmy jednak rady książkowych przewodników i weszliśmy w poważną negocjację z kierowcą wielkiego mercedesa bez klamek. Z powszechnie przyjętych 150 dirhamów, które podają przewodniki jako standardową cenę, kierowca zszedł do 110. Momentami wiózł nas po chodnikach, żeby ominąć korki, ale cali i zdrowi dojechaliśmy pod drzwi naszego hotelu.

W Agadirze, w hotelu położonym w odległości 100 metrów od przepięknej plaży, spędziliśmy dwa noclegi. Warunki w hotelu nie były ponadprzeciętne, ale cena 50 zł za osobę z pewnością zachęciła. W Agadirze spędziliśmy sporo czasu na plaży, ale i sporo spacerowaliśmy po centrum. Podążyliśmy szlakami proponowanymi przez przewodniki, jedliśmy w restauracjach tamtejsze odpowiedniki europejskiego jedzenia i popijaliśmy to dużymi ilościami marokańskiej herbaty miętowej. Wybraliśmy się też na suk, który do tej pory wzbudza zarówno moją ciekawość, jak i niechęć. Surowe mięso, muchy, śmierdzące ścieki, a obok piękne tkaniny, szale, ubrania, kolorowe przyprawy, ozdoby. Ale również usługi rzemieślnicze, np. ostrzenie noży maszyną napędzaną siłą nóg.

W Agadirze obowiązkowo odwiedzaliśmy tamtejszy, bardzo duży supermarket, który przypominał Auchan, z cenami porównywalnymi do polskich. Tam zaopatrywaliśmy się w jedzenie, picie oraz w kosmetyki, których z Polski nie wzięliśmy za wiele. Również w Agadirze wyszukaliśmy szybko stację autobusową, na której kupiliśmy bilety na podróż do naszego kolejnego celu – As-Sawiry. Dokończenie na blogu Łukasza Pastora

*** O autorze

Łukasz Pastor – dziennikarz, aktualnie radiowiec, miłośnik transportu publicznego – szczególnie szynowego. Podróżuje od nie tak dawna, ale już wie, że będzie podróżował zawsze, kiedy tylko będzie miał wolne. W swoich podróżach ma Towarzyszkę. Najbliższy realny cel jego podróży to Bałkany.

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.