SPIN

Zaczyńska: Jak mi nie idzie, to wracam do wątku i go zmieniam

Aneta Borkowska poniedziałek, 15 września 2014, 21:31 Kultura

Egzotyczne zwierzęta, przemyt, slum tourism, czyli wycieczki bogaczy w biedne rejony, a do tego wszystkiego jeszcze morderstwo w spokojnej, podsiedleckiej miejscowości. Sporo się dzieje w „Kobiecie z Impetem”, 4 książce Marioli Zaczyńskiej, której promocja odbyła się na początku września. W rozmowie z nami siedlecka pisarka opowiada nie tylko o książce, ale też zdradza dlaczego została nazwana „czarownicą” i dlaczego jest zwolenniczką „nożyczek”.

SPIN: Czwarte dziecko?
Mariola Zaczyńska: Zaskakująco spokojne. Więcej emocji towarzyszyło mi przy debiucie. Przy drugiej książce, o której mówi się, że jest sprawdzianem, też się bałam. Jest to podobno najtrudniejsza książka w odbiorze dla czytelnika, bo patrzą czy autor trzyma poziom, czy się rozwija, czy cofa. Z kolei wydawcy mówią, że najtrudniejsza jest trzecia. Więc chyba te największe emocje sprawdziany mam za sobą i teraz czuję się naprawdę spokojnie.

SPIN: Recenzje masz naprawdę świetne. Ja sama powiem Ci, że mało która książka mnie tak relaksowała, rozbawiała i zaciekawiała jednocześnie. Myślę, że to Twoja najlepsza książka.
MZ: Ja chyba też. Niestety w Polsce nie ma szkół kreatywnego pisania, mamy filologię, ale nie mamy literatury i polscy autorzy muszą pisać intuicyjnie. Pokazało się sporo kursów i mimo iż wydałam cztery książki to zawsze szukam i jeżdżę na nie, bo to mnie dużo uczy. Teraz mamy czas „hejterów”, a moje książki są pozytywne i o pozytywnych emocjach. Myślę, że tego nam trochę teraz brakuje.

mariolka aga krol2SPIN: I za to czytelnicy wyznają Ci miłość?
MZ: (śmiech) Wiem o jakiej sytuacji mówisz. W tej książce po raz pierwszy zamieściłam swój adres mailowy i w któryś poniedziałek, zaznaczam poniedziałek, bo wiadomo jak ciężko po weekendzie wrócić do pracy, otwieram skrzynkę, a tam wiadomość od czytelniczki: „Kocham Panią, Kocham Panią, Kocham Panią”. I to jest niesamowite. Powiem szczerze: od śmierci Chmielewskiej zastanawiałam się czy będziemy mieć literaturę z humorem. Na szczęście jest kilka autorek, które to robią i ciesze się, że i ja jestem w tym klimacie.

SPIN: Sam początek książki jednak może wprowadzić w niezłą dezorientację. Krokodyl w Bugu? O czym ona pisze?
MZ: (śmiech) No tak, ale przecież pewnej zimy były informacje, że znaleziono aligatora na Mazurach. I jak się przeczyta książkę to się odkrywa, że taka sytuacja wcale nie jest taka niemożliwa. Ale odnośnie tego aligatora, to dostałam maila od czytelnika, który zapytał mnie co z tym krokodylem?. A ja tak do końca nie zdradziłam jego dalszych losów. Zostawiłam go najedzonego, ale w książce będzie wyjaśnione kiedy zgłodnieje. Teraz każdy będzie mógł obliczyć czy idąc na grzyby załapie się na aligatora głodnego czy najedzonego (śmiech).

SPIN: To ja na grzyby na pewno już nie pójdę. Ale tak na poważnie… W „Kobiecie z Impetem” dotknęłaś bardzo trudnego i smutnego tematu jakim jest przemyt egzotycznych zwierząt.
MZ: Niestety jest w nas taka żyłka, aby mieć coś drogiego, coś innego, coś najbardziej niebezpiecznego, bo jadowitego. Stąd też na klatkach schodowych skorpiony, węże, pająki, które uciekły od kogoś kto nie umie takich zwierząt przechowywać. A my nie mamy jeszcze odruchu, że sprawdzamy kapcie zanim wsuniemy do nich stopę tak jak robią to w Australii. Dodatkowo przeraża to jak przewożone są takie zwierzęta. Ptaki wciskane są w rolki po papierze lub w buteleczki, żółwie przewozi się jako kanapki, kangury w małych pudełkach. Takie zwierzątko jest zamknięte, słyszy odgłosy których nie zna, nie je, nie pije, jest pozbawione matki i bezpieczeństwa. Przeżywa taki stres, że potem nawet jak trafi do azylu nie chce jeść i duża ich część umiera. Tego musimy być świadomi, że jeżeli decydujemy się kupić bez papierów takie zwierzę to ono coś takiego przeszło.

SPIN: Poruszasz też temat slum tourism, czyli wycieczek bogaczy do biednych i czasem niebezpiecznych krajów. Czy to oznacza, że my już nie mamy uczuć?
MZ: Chcesz powiedzieć, że jesteśmy zepsuci? Coś w tym niestety jest. Oczywiście nie jest to jeszcze na wielką skalę, ale samo to, że jest już lekko przeraża. Jest w niektórych taka chęć poszukiwania nowych wrażeń i niektórym nie wystarcza kupno własnego samolotu. Kiedy się o tym dowiedziałam też byłam zszokowana. Bogacze płacą olbrzymie pieniądze, by na przykład żebrać przez tydzień, czy jechać do Brazylii do faweli, by sobie tam spędzić czas.

SPIN: Przeskoczę teraz już do samej książki. Znów masz sporo bohaterów, chociaż już nawet na portalu społecznościowym „prosisz” o „uduszenie” jak będzie ich więcej niż pięciu. Jak udaje Ci się w trakcie pisania niczego nie pogubić?
MZ: Nie ukrywam, że wymaga to dużo pracy ode mnie i cieszę się, że moje wydawnictwo nie przestraszyło się i nie powiedziało, abym uprościła i powyrzucała bohaterów. Tak często się zdarza, a ja myślę, że my nie mamy głupich czytelników. Oni szukają czegoś nowego, nowych tematów, emocji. Nie jest tak prosto wypieścić każdy wątek, sprawić by każdy z bohaterów miał swoje życie, aby czytelnik zdążył jednych polubić, a innych „znielubić”. Ja lubię wyzwania i chcę tego dostarczać. Zresztą nie ukrywam, że sama lubię czytać powieści, w których dużo się dzieje. I chyba jest tak, że pisze się tak jak się lubi czytać.

SPIN: Jak czytałam opis ogniska to myślałam sobie, że to jest ogród Marioli, jak czytałam opisy zachowania Ireny to myślałam, że to jest Mariola. Czy Ty w tej książce opisałaś siebie?
MA: Wszyscy tak myślą, a tu niespodzianka. Niedaleko mnie mieszka emerytowana więzienna psycholog, która wygląda z opisu podobnie do Ireny i jej posesja wygląda tak jak ta w książce. To co prawda nie jest ona, ale jakoś na niej się wzorowałam. A zdradzę Ci, że zdarza mi się, że piszę o czymś i to coś potem zaczyna się dziać w realu. Jak byłam u Bożeny, czyli Ireny to siedziałam sobie w ogrodzie i myślałam gdzie będzie ta zbrodnia, w którym miejscu będzie domek dla gości i parę miesięcy później ona mi mówi, że dokładnie w tym samym miejscu stawia taki domek i będzie nawet tak samo wyglądał.

mariolka aga krol3SPIN: To teraz mnie przeraziłaś, bo ja panicznie boję się pająków i raczej wolę, by się wszystko z tej książki nie sprawdziło.
MZ: (śmiech) No, sama Bożena powiedziała, że ma nadzieję, iż trupa w swoim ogrodzie nie znajdzie. Ale może to też zadziała w drugą stronę, na przykład napiszę o czymś fajnym i się komuś sprawdzi? Tylko może bym miała wtedy kolejki z zamówieniami jak u wróżki czy czarownicy (śmiech).

SPIN: To ja poproszę jakiś taki mały milionik w totolotka (śmiech). Jak długo pisałaś „Kobietę” i czy dużo zmieniałaś w trakcie?
MZ: Pisałam około roku. A zmieniam dużo, jak nie mogę się „skleić” z bohaterem – to zmieniam. Sporo wątków wyrzuciłam. Jak jest taki moment, że mi „nie idzie” to wracam do któregoś wątku i go zmieniam. Autor musi być czujny i wyczuć ten moment dłużyzny, bo to samo poczuje czytelnik. Ja jestem w ogóle zwolenniczką nożyczek i często jak czytam inne książki to sobie myślę, że to czy to bym wycięła.

SPIN: Na szczęście jak widać masz ten „nożyczkowy” dar i zostawiłaś to co trzeba, ale więcej nie zdradzamy, niech Ci co jeszcze nie przeczytali mają niespodziankę. Powiedz jeszcze tylko co czeka nas w tym roku podczas Festiwalu Literatury Kobiecej „Pióro i Pazur”, który już 26 i 27 września.
MZ: W konkursie w kategorii „Pióro” startuje 15 pozycji, a w kategorii „Pazur”, czyli to co ja uwielbiam, bo to książki z humorem 9. Przymierzamy się do gry miejskiej zakończonej biciem rekordu w czytaniu, ale w tym roku chcemy go zgłosić, by dostać certyfikat. Będzie także spotkanie z Jakubem Winiarskim, na którym dowiemy się jak napisać bestseller, a także spotkanie z trzema kobietami, które zdobyły nagrody za najlepsze kryminały, czyli Martą Guzowską, Joasią Jodełką oraz Gają Grzegorzewską. Oczywiście będzie spotkanie jurorek oraz pań nominowanych, czyli takie podsumowanie i gala wręczenia nagród. Oczywiście wejścia na wszystkie imprezy jest bezpłatne.

SPIN: To ja życzę, aby o imprezie było głośno i liczę, że spotkamy się na biciu rekordu?
MZ: W poprzednim roku robiłaś zdjęcia to w tym musisz czytać. Pamiętaj, bo w kolejnej książce zamiast tego miliona będzie pająk (śmiech).

zdjęcia: Agnieszka Król

 

Powiadom o wpisie

6 komentarzy

  1. czytać nie czytać? dodano 3 lata temu

    na pierwszych trzech stronach książki jest pięć razy "ku…a" i raz "jasna cholera", dalej nie czytam. Ciekawi mnie, czy panie dziennikarki opublikują mój komentarz zawierający te literackie cytaty….

  2. gość dodano 3 lata temu

    TAKIE wyrazy stosuje się w mowie potocznej współczesnej młodzieży jako PRZECINKI!

    • do gość dodano 3 lata temu

      mam nadzieję, że nie chcesz gościu powiedzieć, że to dobrze

  3. Roki dodano 3 lata temu

    Ona dla mnie i dla moich przyjaciół nie istnieje jest nie obiektywna i koniec kropka za parę groszy to wszystko napiszę. amen

    • ~~ dodano 3 lata temu

      Tak, tak jest nieobiektywna. Nawet w internecie.

  4. Ewa Sarnie Oczy dodano 3 lata temu

    Ach! Jak to miło! NIe przeczytać , a skrytykować !!! Cha, cha, cha… A ja przeczytałam i mnie i moim przyjaciołom i znajomym króliczka się podobało! Ot co!!!

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.