SPIN

Trwa protest rolników, będą utrudnienia

Aneta Borkowska poniedziałek, 2 lutego 2015, 21:48 Siedlce

Od godz. 10 kilkuset rolników z powiatu siedleckiego i sąsiednich miejscowości blokuje krajową „dwójkę” w podsiedleckich Zdanach. Na drodze stoi kilkadziesiąt ciągników. Strajkujący zapowiadają, że dzisiejsza akcja to dopiero początek.

Przedstawiciele i członkowie OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych tłumaczą, że powodem ich protestu jest bierność polskiego rządu wobec ich trudnej sytuacji. Rolnicy domagają się m.in. wypłaty rekompensat za uprawy zniszczone przez dziki, dwuletni zakaz uboju rytualnego. Skarżą się też na niskie ceny skupu produktów rolnych, głównie wieprzowiny.

Blokada „dwójki” ma być dopiero początkiem. Podczas konferencji prasowej jej organizatorzy zapowiedzieli, że jutro razem z rolniczą „Solidarnością” OPZZ będzie pikietował pod kilkoma urzędami wojewódzkimi. Blokadami mają być też objęte drogi w województwach lubelskim, wielkopolskim i mazowieckim. W mazowieckim protest zaplanowano na krajowej „63” między Siedlcami a Łukowem i we Frankopolu (DK nr 62).

W tej chwili samochody osobowe są kierowane lokalnymi drogami, a ciężarowe na Radzyń Podlaski i Łuków.

zdjęcia: Maciej Gruda

Powiadom o wpisie

16 komentarzy

  1. Lolek dodano 2 lata temu

    Po tkance tluczowej widac, ze biedy u nich nie ma.

  2. W wolnej chwili dodano 2 lata temu

    Ktoś przytomnie napisał, że rolnicy powinni blokować Sejm lub Kancelarię Premiera, bo to Oni są decydentami w ich sprawie. Dlaczego utrudniają życie nam, zwykłym kierowcom ? Czuję się nieustannie czyimś zakładnikiem. A to lekarzy, a to górników a to rolników …. końca nie widać ! Dobrze, że nie mam za dużo czasu o tym myśleć, bo roboty w Biedronce od groma. Pozdrawiam innych zwykłych, pogodzonych z losem.

  3. PATRIOTA dodano 2 lata temu

    POPIERAM

  4. Gra dodano 2 lata temu

    Jechałem dziś za autobusem z napisami siedleckiego PKS. Miał taką dziwną rejestrację. Nie zaczynała się na S.

  5. Rok wyborczy dodano 2 lata temu

    Wytrychem stało się uzasadnienie "rok wyborczy". Bardzo mi się podoba też sformułowanie Pana Ministra na wszelkie krytyczne uwagi kierowane pod jego adresem " za komuny….". Nie wiem czy to oznacza, że było lepiej czy gorzej. Czy to on jest tym komunistą ?

  6. on dodano 2 lata temu

    W starej przyśpiewce wiejskiej były słowa "oj nima to ci nima jak chłopu na gruncie, prosiaka se zarżnie i … wcina po funcie". Niech chłopi nie narzekają, bo to on są największymi beneficjentami z racji wstąpienia naszego do UE. Taka jest prawda.

  7. *** dodano 2 lata temu

    Popieram rolników brawo, to grupa która umie się zjednoczyć

  8. Barnaba dodano 2 lata temu

    Zastanawia dlaczego nie straikuja biedni Rolnicy- posiadacze koników lub starszej generacji Ursusa 28.Przejezdzający przez Siedlce -Farmerzy to elita.Ich ciągniki to " Mercedesy "- rolne- drogie niczym samoloty.Boje sie , ze ktoś sie wkurzy i wyjdzie jak w tej piosence- " Miałeś chamie złoty róg…………………doczekałem sie czasów- kiedy mózg śpi, za długo śpi…

  9. mieszkaniec dodano 2 lata temu

    Dziwne te protesty, na zmianach systemu najlepiej wyszli rolnicy- dopłaty należą się im / i dostają/ jak psu buda. Gdzie mają strajkować emeryci, chorzy w kolejkach do lekarzy, bezrobotni. Widać jak się ma dużo to czemu nie krzyczeć – dajcie więcej.

  10. znalezione w sieci dodano 2 lata temu

    Sławomir Izdebski. Lat 44. Zawód wyuczony: pedagog po Akademii Podlaskiej w Siedlcach. Wykonywany: rolnik. Z urodzenia: działacz związkowy z dużą umiejętnością organizowania protestów. Żonaty, ma trzech synów.

    Z Wikipedii: W Borkach-Kosach w Siedleckiem prowadzi 5-hektarowe gospodarstwo rolne i hurtownię pasz Agromex.

    Z pisma komornika z Siedlec z 19 stycznia 2015 r.: "Przeciwko p. Sławomirowi Izdebskiemu (tu PESEL) aktualnie jest prowadzonych 15 spraw na łączną sumę 2 mln 835 tys. zł. Dłużnik nie dysponuje żadnym majątkiem, posiada jedynie nieruchomość o powierzchni 0,96 ha wspólnie z żoną Małgorzatą. Nie ma innych nieruchomości ani kont, które komornik mógłby zająć na poczet długów. Nigdzie nie jest zameldowany. Dom, w którym mieszka, należy do jego syna Damiana".

    Z pisma wynika, że Izdebski może się jednak uważać za rolnika, gdyż jest ubezpieczony w KRUS.

    Zimą, na początku 1999 r., na wezwanie Andrzeja Leppera, lidera Samoobrony, zorganizował jedną z najsłynniejszych blokad rolniczych. Miał 28 lat i był nikomu nieznanym hodowcą świń spod Siedlec. Był to czas świńskiego dołka cenowego – za kilogram żywej świni rolnicy dostawali 2,8 zł. Do wsi Zdany udało mu się ściągnąć ok. 2,5 tys. rolników. Mimo siarczystego mrozu przez kilka godzin blokowali międzynarodową drogę E30, uniemożliwiając przejazd tirom jadącym z Berlina do Moskwy.

    Policji nie udawało się ich rozpędzić nawet przy użyciu gumowych kul, o czym potem z dumą opowiadał Lepper. – Zaskoczyła nas wtedy jego skuteczność. Przebił wszystkich także tam, gdzie były dużo silniejsze struktury związku. To jest facet dynamiczny, bardzo ambitny, z bardzo wysoką samooceną – mówi były rzecznik Samoobrony Mateusz Piskorski.

    Teraz, 3 lutego, postanowił znowu zablokować drogę w tej samej wsi Zdany. Sukcesu nie powtórzył – choć świnie w skupie znowu są po 2,8 zł za kilogram i choć mróz był słabiutki, to na wezwanie Izdebskiego stawiło się tylko 500 rolników.

    Od momentu blokady w 1999 r. jego kariera w Samoobronie toczyła się jak kula śniegowa, z każdym rokiem nabierając prędkości – jeszcze w tym samym roku został szefem struktur partii w Siedleckiem i wiceszefem regionu Mazowsze, rok później – członkiem władz krajowych, a w 2001 r. – senatorem z ramienia Samoobrony. Był najmłodszym senatorem tamtej kadencji, ale też jednym z najmniej aktywnych. Choć był wiceszefem komisji rolnictwa, to nie zabierał w niej głosu. Podobnie jak w sali obrad w biurze senackim w Siedlcach w czasie całej kadencji pojawił się podobno tylko dwukrotnie.

    Za to z dużym zaangażowaniem budował struktury Samoobrony. Okręg siedlecki stał się pod jego kierownictwem bastionem Samoobrony, żaden inny w kraju nie mógł się nigdy pochwalić takim poparciem – połowa oddanych tu głosów w wyborach do parlamentu w 2005 r. padła na partię Leppera, a na samego przewodniczącego, jako kandydata na prezydenta Polski, głos oddało 38 proc. głosujących.

    Kiedy Izdebski zaczynał karierę senatora, miał ukończoną zaledwie szkołę podstawową. W trakcie kadencji zrobił maturę, zapisał się na studia pedagogiczne w Siedlcach. Ukończył je w 2009 r.

    Zaprzyjaźnił się też z Henrykiem Dzidą, wówczas adwokatem Leppera i drugim obok Izdebskiego senatorem z ramienia Samoobrony. Jak opowiada jeden z ówczesnych posłów Samoobrony, podział ról wyglądał wtedy tak: mecenas mówił, a Sławek słuchał i wpatrywał się w niego jak w obraz. Sam Dzido nie ukrywał, że jest w tym duecie mentorem, który ma do zrealizowania poważne zadanie: stworzenia z Izdebskiego nowego chłopskiego lidera. – On jest bardzo zdolny, ale droga na Olimp jest długa, a on nie jest jeszcze gotowy – opowiadał wówczas "Polityce". – Ja go dopiero hoduję na Leppera.

    Dziś też mecenas Dzido jest w pobliżu Izdebskiego.

    Choć pozycja Izdebskiego w Samoobronie wydawała się niezagrożona, nagle z niej wyleciał. Nie był tak mocny, jak sądził. Pokłócił się z zastępcą Leppera – Krzysztofem Filipkiem, szefem struktur mazowieckich, o miejsce na listach wyborczych do następnego parlamentu. Filipek, który nadzorował układanie list, dał Izdebskiemu tzw. miejsce niebiorące, a na dokładkę odsunął go od organizowania zjazdu powiatowego w Siedleckiem. Izdebski zażądał wyrzucenia Filipka z partii, oskarżając go o branie pieniędzy za miejsce na liście.

    Ale Lepper też go nie poparł i w rezultacie to Izdebski został usunięty z partii. Wraz z nim odszedł też Dzido i mała grupka popierających go działaczy. Filipek nazwał go czarną owcą w stadzie, której trzeba było się pozbyć.

    Potem przez kilka lat zakładał organizację za organizacją (zmieniając tylko nieznacznie ich nazwy), które miały przejąć elektorat Samoobrony i oczyścić związek z takich działaczy, jak Filipek, Łyżwiński, Maksymiuk, a nawet sam Lepper. Ale jakoś mu nie szło, wszystkie te związki po pewnym czasie umierały, by przekształcić się w kolejny.

    Startował do parlamentu jeszcze w 2007 r., tym razem z listy PiS, jako szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Rolników i Organizacji Rolniczych. Nie zdobył mandatu. Twierdzi, że ma w tej partii wielu zaprzyjaźnionych działaczy, ale nie podaje nazwisk. A kto go rekomendował na listy PiS? – Nie pamiętam – twierdzi.

    Kiedy był w Samoobronie, zarzucano mu też konszachty z PSL. Także z obecnym ministrem rolnictwa Markiem Sawickim, z którym są niemal sąsiadami – mieszkają we wsiach oddalonych od siebie o 30 km. W PSL nawet żartują, że to Sawicki na własnej piersi wyhodował sobie Izdebskiego, bo wspierał go na początku kariery związkowo-politycznej.

    Izdebski do dziś ma dobre zdanie o ministrze. Choć przed kamerami nazywa go "nieudacznikiem", grozi blokadą drogi dojazdowej do jego domu i okazuje całkowity brak zaufania ("Obecność premier Kopacz jest warunkiem niezbędnym, byśmy siedli do rozmów z nim"), to jednak "Wyborczej" przyznaje, że nic do ministra nie ma, zawsze się dogadywali, dobrze im się dotąd układało.

    Ma jeszcze przyjaciół wśród dawnych członków Samoobrony. Renata Beger mówi o nim: koleżeński, pracowity, sympatyczny, lojalny. Dlaczego rozstał się z Samoobroną? – Nie mam pojęcia, byłam bardzo zaskoczona, że odszedł.

    Ale inny kolega, też były poseł Samoobrony, Józef Suchecki ma nieco odmienne zdanie o Izdebskim. Może dlatego, że przez chwilę mieli wspólne interesy. Suchecki był prezesem spółki handlującej nawozami, a Izdebski je kupował. Ale nie płacił. – Część brał na swoje nazwisko, a część na ten OPZZ rolników, który założył. Za to, co wziął na siebie, to należność jakoś komornik z niego wycisnął, ale za OPZZ do dziś mi zalega 23 tys. zł, choć minęło już z sześć-siedem lat. To nie jest człowiek uczciwy, dba tylko o swój interes, a nie o rolników.

    Do "Wyborczej" zadzwonił też adwokat, który prowadzi sprawę rolnika domagającego się od Izdebskiego zapłaty za dostarczone przed laty zboże (prawdopodobnie do tej hurtowni pasz, którą kiedyś prowadził). Niestety, teraz autor rolniczych protestów nie posiada żadnego majątku i komornik nie ma z czego pobrać należności. Szanse, że poszkodowany rolnik dostanie pieniądze za zboże, są znikome.

    Dziś Izdebski nie hoduje już świń, tylko na 75 ha ziemi uprawia kukurydzę i pszenicę. Ale, jak sam przyznaje, własnego majątku ma niewiele, bo ziemię i dom przepisał na najstarszego syna Damiana i z nim prowadzi gospodarstwo.

    Pytany o swoje długi odpowiada, że "przecież każdy z nas ma jakieś zobowiązania".

    – Kupiliśmy kombajn, nawozy, trochę się tego nazbierało, ale na pewno nie 2 mln!

    – To ile?

    – Nie wiem, nie sprawdzałem. Rolnicy nie ze swojej winy popadają w kłopoty. Zamiast im pomóc, to ich się ściga. O to właśnie walczymy, by rolnikom się poprawiło, by nie mieli zobowiązań – tłumaczy.

    W ostatnią niedzielę stycznia na SGGW w Warszawie zebrał się kongres OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych zwołany przez Izdebskiego. To aktualna nazwa organizacji, której Izdebski szefuje. – Ukradł połowę nazwy mojej organizacji, a drugą część Jankowi Guzowi z OPZZ – złości się Władysław Serafin, szef kółek i organizacji rolniczych. – Wprowadza ludzi w błąd, bo tam nie ma żadnych innych poza jego organizacją.

    Na kongres przyjechało ok. 300 rolników, którzy upoważnili szefa do prowadzania blokad na drogach i rozmów z rządem. Jednym z gości kongresu był Jan Guz, szef OPZZ (który zresztą usiłował nie dopuścić przed sądem do zarejestrowania organizacji Izdebskiego pod tą nazwą, ale przegrał), i europoseł Janusz Korwin-Mikke. Ten ostatni poza atakowaniem rządu mówił, że jego nowa partia potrzebuje gałęzi rolniczej, więc chciałby nawiązać współpracę z jakimś związkiem rolniczym.

    – Będzie pan odnogą KORWiN-a? – pytam Izdebskiego.

    – W żadnym razie. My mamy teraz zupełnie inne problemy i do żadnej partii nie przystąpimy. Ale jeśli pani pyta mnie, czy wstydzę się Korwina, to odpowiedź brzmi: nie. Nie wstydzę się, że go zaprosiliśmy i tego, co mówił.

    Czego chcą rolnicy? Co na to Ministerstwo Rolnictwa?

    Wczoraj, po dwóch godzinach negocjacji, rolnicy pod przewodnictwem Sławomira Izdebskiego zerwali rozmowy w Ministerstwie Rolnictwa i zapowiedzieli dalsze protesty na drogach.

    Rolnicy chcą: * finansowych rekompensat z powodu niskich cen skupu świń, bydła i mleka, * odszkodowań za zniszczone przez dziki uprawy, * przyspieszenia wypłacania unijnych dopłat.

    Mają w sumie 12 postulatów, z czego dziesięć jest już zrealizowanych lub jest w trakcie realizacji.

    Pozostałe dwa – wypłata odszkodowań za zniszczone przez dziki uprawy i rekompensaty za niskie ceny świń – wymagają uzgodnień nie tylko z ministrem finansów, ale też z Komisją Europejską.

    – Zaproponowałem związkowcom, byśmy wspólnie pracowali nad rozwiązaniem tych dwóch spornych kwestii, niestety, to ich nie interesowało – powiedział "Wyborczej" minister Marek Sawicki.

    Związkowcy deklarują, że będą blokować drogi do piątku. Tego dnia oczekują, że minister przedstawi "dokumenty, które zagwarantują wypłatę odszkodowań". Jeśli tego nie zrobi – protesty mają się nasilić.

    – Pan Izdebski jako były senator doskonale wie, że do piątku niczego nie zdziałamy. Nawet jeśli KE poprze ten wniosek, to załatwienie takiej sprawy potrwa ze trzy miesiące. Widać, że tamta strona wcale nie chce się dogadać, tylko podgrzewać konflikt – mówi "Wyborczej" minister Sawicki.

  11. obserwator dodano 2 lata temu

    A niech stoją nawet do młodych ziemniaków.

  12. mieszkaniec dodano 2 lata temu

    A jakie poparcie dla protestujacych rolników dał biskup siedlecki?
    Rolnicy domagają sie sprawiedliwego traktowania, a Koscioł tego przeciez naucza. Zatem stosowne by było ująć sie za nimi.
    Jak zaptałem kulturalnie na podlasie24 to nie wpuscili mojego komentarza.

    • ty lepiej apeluj o poparcie papieża dodano 2 lata temu

      co tam siedlecki biskup.
      a tak poważnie – to nic ci nie dolega? czapeczka nie uwiera?

    • jeżeli rolnicy domagają się sprawiedliwego traktowania dodano 2 lata temu

      to proszę bardzo – nie mam nic przeciw temu.
      Niech zaczną dzialać jak przedsiębiorcy produkujący swoje towary, zadbać o rynki zbytu, płacić ZUS, podatki itd – i zobaczą co oznacza sprawiedliwe i równe traktowanie.

  13. odp do "Ty lepiej..." dodano 2 lata temu

    Nic mi nie dolega. A tobie? Czapeczka nie uwiera?

  14. "rolnicy" dodano 2 lata temu

    Pan Bartłomiej z Siedlec ukończył studia w Warszawie. Przez dwa lata po uzyskaniu dyplomu nie mógł znaleźć etatu. Zarabiał dobrze, tyle że na umowach o dzieło. A to bardzo niewdzięczne kontrakty. Z jednej strony osiąga się dochód, a więc zgodnie z przepisami nie ma się prawa do rejestracji w pośredniaku jako bezrobotny, któremu państwo gwarantuje opiekę medyczną w razie choroby. Z drugiej – od umowy o dzieło nie są odprowadzane żadne składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, w przeciwieństwie do zleceń i etatów. A to oznacza, że człowiek zarabia, ale funkcjonuje poza systemem. W przyszłości nie może liczyć na emeryturę, ale co gorsza w razie choroby nie ma prawa do korzystania z publicznej opieki zdrowotnej. Leczenie musi finansować z własnej kieszeni, a to duże ryzyko dla domowego budżetu.

    REKLAMA

    Duże oszczędności

    Nasz rozmówca doszedł do wniosku, że trzeba ubezpieczyć się dobrowolnie. I tu nastąpiło rozczarowanie. Samo ubezpieczenie zdrowotne, które można wykupić w Narodowym Funduszu Zdrowia, to miesięczny koszt rzędu grubo ponad 300 zł. Wartość jest zmienna w czasie i obecnie wynosi 372 zł. Kolejne ponad 300 zł to minimalna wpłata na dobrowolne ubezpieczenie emerytalne. Gdy doliczy się do tego ubezpieczenie rentowe czy chorobowe wychodzi ok. 1 tys. złotych miesięcznie. Dużo.

    W takiej sytuacji niezbędne stało się poszukiwanie alternatywy. Kuszącą opcją okazała się KRUS, czyli Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Pełny pakiet składek wynosi tu niecałe 400 zł… kwartalnie. Obecnie jest to dokładnie 372 zł. Opłata nie uwzględnia ubezpieczenia zdrowotnego, ale to – w przypadku posiadaczy ziemi o powierzchni poniżej sześciu hektarów przeliczeniowych – jest opłacane z budżetu państwa. A więc w KRUS pełne bezpieczeństwo socjalne otrzymuje się za kwartalną opłatę, która jest mniejsza, niż wynosi miesięczna składka zdrowotna w ZUS. Tak duży rozdźwięk między ZUS a KRUS pokazuje, jak atrakcyjny dla płatników jest ten drugi system.

    Pan Bartłomiej zaczął więc kombinować, jak dostać się do KRUS. Miał szczęście, bo najważniejszym warunkiem jest kawałek ziemi rolnej, zaś tę otrzymał w darowiźnie po babci po tym, gdy ta poparła jego pomysł ubezpieczenia się w KRUS. Zgłosił się więc do rolniczych ubezpieczeń społecznych.

    Takich, jak pan Bartłomiej, jest więcej. – Sam znam sporo osób postępujących w ten sposób. Co więcej, nawet część osób publicznych chwali się, że nie ma nic wspólnego z rolnictwem, a jednak należy do KRUS – stwierdza Bartosz Marczuk, ekspert Instytutu Sobieskiego i dziennikarz „Rzeczpospolitej”.

    – W związku z rosnącą popularnością pozakodeksowych form zatrudnienia, na rynku pracy coraz więcej osób zarabia w oparciu o umowy o dzieło. Muszą oni jednak sami dbać o swoje bezpieczeństwo socjalne. Jedną z opcji jest wówczas ubezpieczenie w KRUS i zyskanie w ten sposób taniego pakietu składek. To lukratywny sposób na oszczędności – potwierdza Łukasz Kozłowski, ekspert ds. ekonomicznych Pracodawców RP.

    Niecałe dwa lata temu problem fikcyjnych rolników, a więc osób ubezpieczonych w KRUS, choć nie prowadzących działalności rolniczej, dostrzegła również Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie.

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.