SPIN

System się wali, a karetki jak „kolorowe taksówki”

redakcja środa, 28 października 2020, 23:35 Siedlce

– Wszyscy jesteśmy przemęczeni. To już nie jest zdenerwowanie, to nerwowy śmiech – mówi jeden z siedleckich ratowników medycznych.

Karetki w kolejce do SORu szpitala wojewódzkiego

Od kilku dni w ogólnopolskich i społecznościowych mediach, regularnie pojawiają się zdjęcia karetek czekających na wjazd do szpitala. Takie historie dzieją się też w Siedlcach. W poniedziałek na podjeździe do szpitala wojewódzkiego stało kilka ambulansów.

Powodem jest coraz więcej pacjentów tzw. covidowych, ale nie tylko.

– Szpitalny Oddział Ratunkowy nadal traktowany jest jak przychodnia zdrowia, albo poradnia – przyznaje ratownik. – Jeździmy do bólów głowy trwających od miesiąca, bólów brzucha, które jak się okazuje są od pięciu dni i do kogoś, komu zakręciło się w głowie. Sami nazywamy ambulanse „kolorowymi taksówkami” – mówi. – Jeśli nie wierzycie, że jest epidemia, to chociaż pomyślcie o tym, że ludzie umierają cały czas też na inne choroby i kiedyś jakaś karetka nie przyjedzie, bo akurat będzie w trasie z osobą, której w niej nie powinno być.

A sytuacja w placówce przy Poniatowskiego, w związku z kolejnymi potwierdzonymi zakażeniami COVID-19 jest trudna.

– Trafia do nas coraz więcej osób w poważnym stanie: z dusznościami, obniżoną saturacją i wysoką gorączką. Jest to spowodowane bezwzględnie zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 – przyznaje dyrektor ds medycznych Mariusz Mioduski. – Dodatkowo, wiele okolicznych szpitali zamknęło swoje oddziały, zamknęło izby przyjęć, SORy, lub przekształciło się w placówki tylko covidowe. W efekcie SOR w Siedlcach zapycha się.

Placówka ostrzega, że osoby, których życie nie jest bezpośrednio zagrożone (a tylko takie powinny trafiać na SOR), powinny liczyć się z kilkugodzinnym czekaniem nie tylko na przyjęcie, ale nawet na samo wejście/wjazd do szpitala.

3 komentarze

  1. Mieszkanka dodano 1 miesiąc temu

    Mam męża ratownika i strasznie się czyta te wszystkie komentarze w internecie o tym jak to w karetkach jeżdżą aktorzy, że są leniwi, nic nie potrafią. Mój mąż pada na twarz, dosłownie, po czasem ponad 24 godzinnym dyżurze nie ma siły nawet by chwilę pogadać. Tak naprawdę w tej chwili mam nie partnera a współlokatora, którego widzę głownie jak śpi. Do tego dochodzi strach, że się zakazi.
    Ludzie nie dzwońce po karetki z byle gównem, nie dokładajcie im pracy. Bo jak oni padną to już nikt po chorych i poszkodowanych nie pojedzie.

  2. obserwator II. dodano 1 miesiąc temu

    Ministerstwo zdrowia opowiada jek to pięknie wygląda,ale chyba zapomnieli,że mówią o swoich gabinetach i o swojej pracy jak to oni "ciężko"pracują jaki ponoszą wysiłek a jakie biorą sobie nagrody to tego już nikt nie będzie wiedział ze służby zdrowia,ale tej pracującej na ulicy a nie w gabinetach partyjnych.Może ktoś pomyśli aby wszystkich lekarzy z Sejmu i Senatu oraz polityki wywalić tak wywalić do roboty w terenie i na pierwszą linię bo dekowników to już mamy dostatek łącznie z tzw.Prezesem Kaczyńskim,który stan wojenny przespał a dzisiaj chce ustawiać tych co walczyli,ale w tym kraju dekownicy zawsze mieli łatwiej od tych co tyrają.

  3. Justyna dodano 1 miesiąc temu

    Czytam to wszystko i się zastanawiam… Dla Was to narmalne ze kogoś boli brzuch od 5 dni i nie może dostać się do lekarza? A może komuś właśnie wyrostek się rozlał i musi mieć natychmiastową operacje, no amoze kogoś głową boli bo ma tętniaka albo inne cholerstwo. Ale oni nie mają prawa być zbadani, nie mamy prawa do podstawowej opieki lekarskiej a żeby jeszcze lekarz zobaczył bas na żywo i zbadał? Co za absurd. Ludzie zastanówmy się to wina pacjentów ze szpitale są przepełnione do lekarza rodzinnego nie da się dostać… Ewentualnie na wizytę prywatna można iść bo tam nie zakarazamy… Nic nie możemy, nie możemy teraz nawet chorowac. No przepraszam jedno możemy płacić składki co miesiąc….

Dodaj komentarz

Czy wyrażasz zgodę na udostępnienie swoich danych zgodnie z Polityką prywatności oraz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy?