SPIN

Wielkanoc w dwóch odsłonach

Beata Głozak sobota, 3 kwietnia 2010, 20:15 Siedlce, Wydarzenia

Ewa i Kaśka. Dwie kobiety, które różnią się nie tylko wiekiem, ale i sposobem w jaki  obchodzą święta. 

Ewa, 54 lata. Matka dwójki dzieci, ma 1 wnuka. Dwa tygodnie przed świętami wypisuje wszystkie potrawy jakie pojawią się na jej stole wielkanocnym.

– Dokładnie wypisuję jakie i ile składników jest mi potrzebnych. I systematycznie kupuję. Oczywiście zaczynam od tych rzeczy, które mogą sobie postać. Nie uznaję zakupów na ostatnią chwilę, bo wtedy zazwyczaj się o czymś zapomina. W ogóle to rozpisuję sobie co mam do zrobienia każdego dnia aż do niedzieli. A jak już coś zrobię to wykreślam i to daje mi największa frajdę.

EWY DNI KILKA

Wielki Poniedziałek: – Przygotowuję mięso do pieczenia. Ja mówię, że je „namaszczam”. A to znaczy, że: przyprawiam je, dodaję oleju i zostawiam tak na cztery dni. Nie chcę się chwalić, ale mięso zawsze mi się udaje.
Wielki Czwartek: Wielkie Pieczenie wcześniej przygotowanego mięsa.
Wielka Sobota: – Zwykle dzień wcześniej przyjeżdża do mnie syn z wnuczkiem, który od razu  po wejściu do mieszkania pyta: „Babciu a kupiłaś te farbki do jajek?”. I sobota to dzień na pisanki. Dla niego to taka radość, że może przekładać sobie i zmieniać kolory, że nie szkoda mi już nawet pochlapanego dywanu. A że wnuczkowi trzeba się podlizać, więc nie mam innego wyjścia. Potem zabieram go do kościoła na święcenie pokarmu.

Ewa przyznaje, że lubi gotować. Zawsze pomaga jej w tym mąż. Czasami wcześniej uda się przyjechać jej córce. W tym roku na stole zamiast flaczków pojawi się żurek.

ŻUREK BARDZIEJ WIELKANOCNY

– Pomyślałam, że żurek jest bardziej wielkanocny. Będą jajka faszerowane na kilka sposobów, sałatki: śledziowa, warzywna i pieczarkowa z pietruszką i serem. Tę ostatnią uwielbia moja córka. Zrobiłam bigos, kotlety mielone, kurczaki. I ciasta: tort i takie przekładane budyniową masą. No i będzie jeszcze śledź po kaszubsku, ale boję się, że mi nie wyjdzie, bo nigdy go nie robiłam.

Kaśka: lat 28; Grzesiek: lat 29, siedlczanie. Ona: ateistka, on: przeciwnie. Świętami dzielą się po równo, czyli jedne, akurat wielkanocne, obchodzą raczej świecko. Wtedy Kaśka ma „luz”. Nie robi po prostu nic. Nie jeździ do rodziny, nie zasiada przed żadnym stołem.  Żartuje, że Grześkowi, jako osobie wierzącej poszła na rękę w jednym – zje z nim święcone jajko.

– Uważam, że to jest fair. W Boże Narodzenie zrobiliśmy sobie małą kolację wigilijną. Był bigos, smażony dorsz, sałatki i oczywiście opłatek. W garach stałam głównie ja, bo akurat miałam wolne – opowiada Kaśka. – Teraz, kiedy ja chodzę do kościoła Kaśka leży w domu, wychodzi z psem na spacer albo ze znajomymi. Dogadaliśmy się i jest w porządku – dodaje Grzesiek.

KAŚKI DNI CZTERY

Wielki Czwartek: – Byłam w pracy potem z niej wróciłam. Zjadłam obiad, wyszłam z psem. Wróciłam ze spaceru. Włączyłam komputer, bo jak zwykle musiałam coś „dokończyć” – szefowa jest wymagająca. Grzesiek był w kościele.
Wielki Piątek: – Hhhhmmmm. Ja na śniadanie jadłam kanapki z wędliną. Potem praca. Było krócej, bo zawsze jest krócej. Grzesiek w drodze do domu zrobił część zakupów, ja kupiłam swoją działkę. Wspólnie tworzyliśmy jeden obiad. Nie poszczę, ale nie chciało mi się robić drugiego dania, więc też zjadłam rybę. Potem wyszliśmy razem. Grzesiek do kościoła, ja z psem a potem spotkałam się ze znajomym.
Wielka Sobota: – Pewnie będzie podobnie. Posprzątam sobie, bo mnie to uspokaja. Znając życie oboje wstaniemy około południa. Grzesiek wieczorem do kościoła a potem wspólnie jakiś film, książka.

Jak twierdzi para problem może być z niedzielą, bo Grzesiek pójdzie na Rezurekcję, a Kaśka ma lekki sen. Wiadomo kobieta obudzona to zła kobieta.

WOLNY PONIEDZIAŁEK

– Mam nadzieję, że go nie zabiję, albo że wyjdzie po cichu – śmieje się dziewczyna.
Niedziela Wielkanocna: – On do rodziny na śniadanie, ja w łóżku do oporu. Potem jakiś spacer, ale ma być kiepska pogoda, więc nie wiem  co z planów wyjdzie. Pewnie coś wymyślimy – mówi ona ze śmiechem a on zasłania jej usta dłonią. – Rodzina?  Akceptuje mnie. Nie ma wyjścia. A dla mnie tak naprawdę od kilku lat każde święta są świeckie. Nie czuję niczego specjalnego. Niespecjalnego zresztą też. Nie chodzę do kościoła, nie poszczę. Słucham głośnej muzyki, nie rezygnuję z niczego. A najbardziej cieszę się z tego, że w poniedziałek nie muszę iść do pracy.

ab/bg

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Czy wyrażasz zgodę na udostępnienie swoich danych zgodnie z Polityką prywatności oraz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy?