SPIN

Żłobek. Z listy oczekujących można stworzyć kolejny

Beata Głozak środa, 6 października 2010, 15:21 Siedlce, Wydarzenia
Jeśli nie żłobek, to co? Fot. arch.

Jeśli nie żłobek, to co? Fot. arch.

Lista rezerwowa rodziców oczekujących na przyjęcie ich dziecka do jedynego w Siedlcach żłobka miejskiego zawiera około 50 nazwisk. Pomimo, że w tym roku placówka zwiększyła o 20 ilość miejsc to tych ciągle jest za mało. Dużo za mało.

Aż 110 dzieci zostało przyjętych w tym roku szkolnym do miejskiego żłobka mieszczącego się przy ul. Stefana Batorego. To o 20 więcej niż do tej pory. Niestety. Zdaniem Jolanty Kaczyńskiej, dyrektorki placówki to i tak o wiele za mało.

CORAZ DŁUŻSZA LISTA

– Co roku lista rezerwowa jest coraz dłuższa. W tej chwili widnieje na niej około 50 nazwisk, ale cały czas dzwonią do mnie rodzice z prośbą o przyjęcie ich dziecka. A ja mogę tylko wydawać kolejne karty i uprzedzać, że miejsca wolne pojawiają się tylko w sytuacji, gdy któreś z dzieci zostanie przez rodziców wypisane – twierdzi.

Faktem jest, że słowo „żłobek” rzadko pojawiało się na ustach władz Siedlec. Częściej mówiono o przedszkolach. Według Wydziału Edukacji UM Siedlce wolnych miejsc w tych placówkach jest w tej chwili około 40. Dodać jednak należy, że w dane wliczone są także przedszkola prywatne. Niby jest dobrze. Tylko ten żłobek…

– Jestem mamą obecnie dwuipółrocznego Szymonka – mówi nam Marta, 25 – letnia siedlczanka. – Oboje z mężem pracujemy a mąż dodatkowo studiuje zaocznie. Początkowo synem zajmowała się niania, ale on nie ma rodzeństwa i kiedy z mężem całe dnie spędzamy w pracy, kontakt z jedną osobą przestał mu wystarczać. Dziecko w tym wieku potrzebuje, ruchu, zabawy z rówieśnikami – wylicza Marta.

ZA DROGA NIANIA

Opłacanie niani nadwyrężało jej rodzinny budżet, ale jak sama przyznaje nie miała wyjścia. – Takiego malucha przecież do przedszkola nie przyjmą a w żłobku zabrakło miejsc – twierdzi. W tym roku oboje z mężem starali się o przyjęcie Szymka do 3 latków w publicznym przedszkolu, ale bez rezultatów.  – W tym wieku dziecko by przyjęli, ale gdyby samo siusiało i jadło a u Szymonka jeszcze z tym słabo – opowiada młoda matka i dziwi się, że w 80 – cio tysięcznym mieście jest tylko jeden żłobek miejski.  – Przecież mamy tu tyle młodzieży, studentów głównie przyjezdnych, którzy lada chwila będą zakładać rodziny… Młodych nie stać na nianie, prywatne przedszkola… Władze mogłyby pójść po rozum do głowy wreszcie w tym (nie) przyjaznym mieście.

Samo pójcie po rozum do głowy jednak nie wystarcza. Problemem są pieniądze. Miasto twierdzi, że dla niego otwarcie drugiego żłobka miejskiego to zbyt duże obciążenie. Wojciech Kudelski, prezydent miasta zapytany przez nas podczas konferencji prasowej, o potrzebie powstania kolejnego żłobka miejskiego stwierdził, że jak do tej pory nie było monitów od radnych żeby przeznaczyć pieniądze z budżetu na ten cel.  – A przecież wspólnie tworzymy budżet – dodał. Problem jednak jest. I to duży.

CIEKAWE OBLICZENIA

Z obliczeń Jolanty Kaczyńskiej, która co prawda przyznaje, że do tej pory nie prowadziła statystyk rodziców, którzy dzwonią z pytaniem o miejsce w żłobku, wynika iż takich może być około 20.

Jeśli dodamy ich do listy rezerwowej wychodzi nam około 70 osób (plus minus kilka). Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jeszcze niedawno miejsc przy Batorego było 90 to z listy oczekujących można stworzyć tak naprawdę kolejny żłobek.

– Na liście rezerwowej w miejskim żłobku znajduje się 48 nazwisk, ale to nie znaczy, że prezydent czy radni problemem się nie zajmowali – twierdzi z kolei Leszek Borkowski, naczelnik Wydziału Polityki Społecznej UM Siedlce. – W żłobku zwiększono ilość miejsc o 20 co wynikało to ze zmiany organizacji pracy placówki a ta z kolei z zapotrzebowania społecznego – powiedział nam Borkowski. Jak dodał miasto czeka na decyzję rządu w sprawie zmiany wyśrubowanych wymagań technicznych i kadrowych związanych z funkcjonowaniem takich placówek. Jego zdaniem złagodzenie przepisów pozwoli na powstanie prywatnych żłobków. – Takie sygnały były w ostatnim czasie, ale wymogi narzucone odgórnie po prostu przerażały zainteresowanych – dodaje. Na pytanie wprost czy w minionym roku pojawił się już „żłobkowy” problem naczelnik odpowiada: Tak generalnie coraz więcej osób zgłasza chęć posłania dzieci do żłobka. Tu można jednak dyskutować na ile jest to działanie, które wzmacnia rozwój dziecka.

bg

Powiadom o wpisie

Komentarze (1)

  1. marta dodano 7 lat temu

    jestem mamą 2 letniego Karolka – i chociaż nie potrzebuję żłobka to bardzo się cieszę, że tak łopatologicznie to pokazano. szkoda, że tak późno niestety. ciekawe czy ktoś z kandydatów zwróci uwage na ten problem. a słowa prezydenta, że nie było monitów – to żenada. a jeśli radni nie zwrócili na to uwagi to też żenada.

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.