SPIN

„Pamiętam, że w stodole strasznie śmierdziało.” To ONI pomagali powodzianom

Beata Głozak poniedziałek, 11 października 2010, 19:57 Siedlce, Wydarzenia
Od lewej od góry: Andrzej Sprycha, Tomasz Głowacki, Przemek Talacha, Mateusz Durka, Maciek Daniluk, Tomek Kalinowski, Mateusz Chojecki, Bartek Zielonka. Fot. A.BORKOWSKA

Od lewej od góry: Andrzej Sprycha, Tomasz Głowacki, Przemek Talacha, Mateusz Durka, Maciek Daniluk, Tomek Kalinowski, Mateusz Chojecki, Bartek Zielonka. Fot. A.BORKOWSKA

Kpt. Andrzej Sprycha, współkierujący siedlecką jednostką Związku Strzeleckiego „Strzelec”. – Napiszcie coś o nich – powiedział do mnie podczas jednej z imprez miejskich. – To naprawdę świetni ludzie. Napiszcie o tym, że ci chłopcy, mężczyźni zamiast odpoczywać w wakacje sami z siebie ciężko pracowali. – Co zrobili? – zapytałam manipulując przy aparacie fotograficznym. – Pomagali powodzianom – odparł. – Sami z siebie tak pomagali? – zainteresowałam się. – Tak. Chce pani z nimi porozmawiać? – Chcę.

Problem w tym, że oni nie bardzo chcieli rozmawiać ze mną. Maciej Daniluk, Mateusz Chojecki, Tomasz Kalinowski, Bartosz Zielonka, Przemek Talacha, Mateusz Durka, Tomasz Głowacki – siedmiu „strzelców” i żaden z nich nie widział potrzeby, aby mówić o tym co robili w wakacje. „Ale to jest nieciekawe” – rzucał jeden przez drugiego.

Kapitan Andrzej Sprycha ma chyba 2 metry wzrostu. Na moje oko to po prostu wielki mężczyzna. Od pewnego czasu kapitan jest związany z jednostką strzelecką 5011. Chłopaków podziwia.  – „Mam przyjemność współpracować z siedlecką młodzieżą, uczniami liceów, kilkoma gimnazjalistami i studentami obrony narodowej siedleckiego uniwersytetu” – zaczął rozmowę.

MAM PRZYJEMNOŚĆ Z NIMI PRACOWAĆ

I tym, że on ma „przyjemność” z nimi pracować wzbudził moją ciekawość. Stowarzyszenie „Strzelec” obejmuje swoim zasięgiem całą Polskę, ale w Siedlcach zlokalizowana jest jednostka strzelecka 5011 Strzelecki Oddział Ratowniczo – Medyczny. Jego członkowie specjalizują się we wszelkiego rodzaju akcjach ratunkowych.

Andrzej Sprycha: „Swoimi tradycjami nawiązujemy do okresu międzywojennego a nawet nieco wcześniej. Jednym z naszych pierwszych dowódców był Józef Piłsudski, dlatego też pozwalamy nazywać siebie „piłsudczykami”. „Strzelec” powstając przygotowywał przede wszystkim kadry do wywalczenia przez Polskę niepodległości. Uczestnicy związków strzeleckich stanowili podwaliny legionów Piłsudskiego. W tej chwili staramy się przede wszystkim wychowywać młodzież w patriotyzmie. Być może brzmi to nienowocześnie, ale tak jest. Szkolimy naszych uczestników we wszelkiego rodzaju technikach. Stawiamy sobie za cel przygotowanie młodych ludzi do służby w formacjach mundurowych.

DOWÓDCA NAPISAŁ POST

Przemek Talacha lat 18. Powiedział nam to…

W „Strzelcu” jestem od roku. Brałem udział w akcji w gminie Gąbin. Byłem tam tydzień. Jak się tam znalazłem? Dowódca napisał post na forum i dał przez to informację, że potrzebna jest pomoc na tamtych terenach. Wszyscy zmotywowaliśmy się i razem pojechaliśmy. To była nasza, własna decyzja. Nikt nas do tego nie przymuszał… Po prostu wszyscy chcieliśmy pomóc. Kiedy? To było w lipcu – przypomina sobie Przemek. Wspomnienie? Tak. Jest takie jedno najbardziej jaskrawe z tego czasu… To stodoła wypełniona pod sam sufit sianem, takim mokrym, które cały okres powodzi było pod wodą… Strasznie tam śmierdziało. My musieliśmy całe to siano przerzucić na dwór i wyczyścić stodołę. Wtedy pomagaliśmy jednej rodzinie. Czasami jacyś ludzie przychodzili i prosili nas o pomoc.  Pamiętam, że przyszła do nas zapłakana kobieta i też poprosiła o pomoc przy czymś. Nie, to nie my decydowaliśmy gdzie będziemy sprzątać, czy z kim rozmawiać. Rozkazy zawsze były z góry a my byliśmy tam, gdzie ta pomoc była najbardziej potrzebna.

ADRES. AUTOBUS. POMOC.

Rano dostawaliśmy adres, wsiadaliśmy w autobus, zawożono nas na miejsce, mówiono co mamy robić i my to wykonywaliśmy. Nocowaliśmy podczas akcji w sali gimnastycznej w szkole gimnazjum w Gąbinie. Mieszkańcy? Cudowni. Naprawdę. Ludzie traktowali nas bardzo miło. Gdy pomagaliśmy w ich domostwach oni nie mając czym nam podziękować oddawali to, co sami dostawali z darów, na przykład mleko… I częstowali nas. Dzielili się wszystkim.

Chorąży Tomasz Głowacki lat 20. W „Strzelcu” od 6 lat. Jak mówi do Stowarzyszenia trafił dość przypadkowo. Jak większość chłopców interesował się wojskiem, militariami. Kiedyś kolega powiedział mu, że istnieje coś takiego i można się zapisać. Spróbował, przyszedł i został. Tomek jest wysoki, przystojny. Ma kruczoczarne włosy i spokojne przenikliwe spojrzenie. Jak wszyscy pozostali pomagał w tym roku powodzianom. Od 5 do 31 lipca. Swoją pomoc nazywa „działaniem”. Mówi: „działaliśmy na terenie gminy Gąbin we wsi Nowy Troszyn i Troszyn Polski w powiecie płockim.” Był przez ten cały czas akcji. Dowodził grupą, która tam stacjonowała. Najpierw oglądał wszystko w domu w telewizji a potem inni oglądali jego. Chyba nie za bardzo lubi mówić o tym „działaniu”…

NASZE OCZKO W GŁOWIE

Była jedna taka kobieta, której pomagaliśmy… U niej naprawdę chciało się pomagać. Powódź zabrała nie tylko cały jej dobytek, ale i męża. Dla nas była to taka dość trudna sytuacja a pracowaliśmy u niej przez trzy dni. Chcieliśmy dla niej zrobić jak najwięcej… Ta kobieta… Ona była takim naszym oczkiem w głowie na tej akcji powodziowej. Była dla nas najważniejsza…
Czy rozmawialiśmy? Tak. Ci ludzie posili nas o pomoc, ale często po prostu chcieli być wysłuchani. Zwłaszcza ci starsi. Chcieli porozmawiać z zaufaną osobą, bo dla nich człowiek w mundurze jest godny zaufania. Byliśmy od wszystkiego: rozmowy, sprzątania, wysłuchania, zrobienia zakupów i pójścia do apteki… Jaki widok zostanie mi w pamięci? Był taki jeden… Wyrwa w wale w Świniarach w gminie Słubice miała 50 metrów długości. To najgorszy obraz po tej powodzi… I ta zalana miejscowość, z której tak naprawdę nic nie zostało, same hałdy piachu wiślanego i resztki domów.

NIE ŻAL MI WAKACJI

To wszystko na pewno mnie czegoś nauczyło. Czego? Jeszcze bardziej otworzyłem się na ludzi i teraz jeszcze bardziej zależy mi na tym, aby im pomagać. Daje mi to jakąś radość, że mogę to robić. Tak myślę… Życie ludzkie jest dla mnie najważniejsze. Lubię tę bezinteresowność. Nawet gdybyśmy nie mieli zagwarantowanego jedzenia tam to i tak byśmy tam pojechali. Ze swoim jedzeniem. Nie byłoby to żadnym problemem. Nie żal mi wakacji. Pomogłem innym.

bg/fot. ab

Powiadom o wpisie

5 komentarzy

  1. Kolorowy dodano 7 lat temu

    Dodam, że nie wspomniano o Strzelcach Kamińskim i Pułymie którzy również byli na powodzi, a o nich nie wspomniano, gdyż nie było ich podczas tego spotkania.

  2. tomasz_w dodano 7 lat temu

    To jest dobry temat, dobry materiał – pozytywny. więcej takich proszę a nie tylko polityka i urzędasy.

  3. Molly dodano 7 lat temu

    Znam Przemka, Maćka i Tomka, chodzimy razem do klasy. Tak, to są świetni ludzie. W dobie trudnych czasów, gdy każdy myśli tak naprawdę tylko o sobie, oni postanowili pomóc. To wspaniałe, że są jeszcze tacy co chcą bezinteresownie zatroszczyć się o drugiego człowieka. Co mogę dodać od siebie na temat chłopaków? Są świetnymi kolegami i jest dla mnie zaszczytem to, że mogę chodzić z nimi do klasy 🙂

  4. Ślepy dodano 7 lat temu

    Bardzo ciekawie i konkretnie napisany artykuł.
    Pozdrawiam, Bartek 🙂

  5. Małgosia dodano 7 lat temu

    Żałuję, iż dopiero teraz napotkałam ten artykuł… Moja rodzina – mama, brat, babcia oraz mnóstwo znajomych mieszka w Borkach (gm. Gąbin) oraz innych miejscowościach zalanych w tamtej powodzi. To były straszne dni… Jestem pełna podziwu, dla Was Chłopcy, za poświęcenie i pomoc jaką nieśliście poszkodowanym ludziom. Wasza postawa jest wzorem do naśladowania dla młodszych kolegów oraz wszystkich ludzi, którzy w dzisiejszych czasach tak często zapominają, co to bezinteresowna pomoc. Życzę Wam wielu sukcesów!

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.