SPIN

„Jestem dobrze przygotowany i wiem, że stać mnie na dużo”

Aneta Borkowska niedziela, 28 maja 2017, 17:58 Siedlce

Łukasz Zdanowski, siedlczanin jutro (29 maja) wystartuje w najtrudniejszym maratonie świata – Tenzing Hillary Everest Marathon. Jego start znajduje się na 5 364 m n.p.m., a meta prawie dwa kilometry niżej (3 440).

Łukasz to dla mnie osoba, która wszystko robi wolno, ale tam gdzie „normalni” nie idą – on biegnie.

Na koncie tego skromnego (jak na mój gust – zbyt skromnego) zawodnika jest już wbiegnięcie na Mont Blanc i bieg po zamarzniętym Bajkale. A o wszystkim mówi tak „na luzie”, że kiedy dowiedziałam się, że chce zaliczyć Everest, nawet się nie zdziwiłam. A co jest najlepsze … on chyba też nie.

Po prostu w październiku ubiegłego roku po wypisaniu wszystkich „za” i „przeciw” podjąłem decyzję, że wystartuję. W grudniu rozpocząłem przygotowania – mówił spokojnie kilka tygodni temu. – To droga impreza, bo samo wpisowe wynosi tysiąc dolarów, a do tego jeszcze koszt przelotu czy utrzymanie na miejscu – wyliczał.

Przygotowania były bardzo intensywne.

Ciężko pracowałem na siłowni, bieżni, do tego dodałem ćwiczenia typu crossfit. Podglądałem również czołowych, zagranicznych zawodników – dodał.

To nie jest tak, że Łukasz wystartuje i przez 42 km będzie pędził na wysokości ponad 4 000 m n.p.m.

Oczywiście wbiec da się wszędzie, ale w tym maratonie będą przewyższenia wynoszące prawie 3 kilometry, więc trzeba umieć rozłożyć racjonalnie siły. Czasem lepiej przejść do energicznego marszu, by nie zakwasić organizmu i nie zmęczyć mięśni – tłumaczył. – Tu dochodzi także choroba wysokościowa, będzie tam dużo kamieni i to ruchliwych kamieni, więc naprawdę jest to wyzwanie.

Kiedy zapytałam Łukasza, co jest najważniejsze w jego pasji powiedział, że konsekwencja.

W tym wszystkim chodzi o to, aby powoli, systematycznie, małymi krokami zwiększać sobie cele. – Ja też się męczę, mnie też boli, ale ja lubię ten ból. W sumie to chyba nie umiałbym bez niego żyć – przyznał ze śmiechem.

A jutro ten ból będzie ogromny.

Wiem, że stać mnie na dobry wynik. Nie startuję w biegach na „żywioł”, jestem przygotowany. Jeszcze nie przekroczyłem swojej bariery, wiem, że mam jeszcze potencjał rozwoju, ale wiem, że na wszystko potrzeba czasu – podsumował.

My życzymy Łukaszowi powodzenia i osiągnięcia satysfakcjonującego wyniku, bo wiemy, że w kolejce czekają na niego kolejne wyzwania i cele, które postawił sobie do realizacji dawno temu.

fot. arch prywatne Łukasza Zdanowskiego

Powiadom o wpisie

Dodaj komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy.